
– Otóż to.
– I chce pan, bym tam pojechał i ich odszukał?
– Dokładnie tak. Zarekomendowano mi pana. Powiedziano mi, że mówi pan płynnie kilkoma językami i ma pan doskonałe wyniki w pracy zawodowej. Dyrektor załatwił panu tymczasowe przeniesienie do NSA.
Wspaniale.
– Rozumiem, że będę współpracował z władzami Szwajcarii?
– Nie, będzie pan działał samodzielnie.
– Samodzielnie? Ale…
– Nie wolno nam nikogo wciągać w tę sprawę. Panie poruczniku, nie jestem w stanie wyrazić, jak ważne było to, co transportował balon. Bardzo istotną rzeczą jest pośpiech. Chcę, by codziennie meldował mi pan o postępach pracy.
Generał wypisał jakiś numer na kartce, po czym wręczył ją Robertowi.
– Można się ze mną kontaktować telefonicznie pod tym numerem przez całą dobę. Specjalny samolot czeka już, by pana zabrać do Zurychu. Teraz zostanie pan odwieziony do domu, by mógł się pan spakować, a następnie odstawią pana na lotnisko.
Zadali sobie aż tyle trudu z wdzięczności za to, że do nich wpadł. Roberta korciło, by zapytać: „Czy podczas mojej nieobecności będzie ktoś karmił moje złote rybki?” Ale miał dziwne przeczucie, że w odpowiedzi usłyszy: „Nie hoduje pan złotych rybek”.
– Panie poruczniku, przypuszczam, że podczas pracy w ONI nawiązał pan za granicą kontakty operacyjne?
– Tak jest, panie generale. Mam kilku przyjaciół, którzy mogą okazać się pomocni…
– Nie wolno panu kontaktować się z żadnym z nich. Nie wolno panu w ogóle z nikim się kontaktować. Świadkowie, których ma pan odnaleźć, są najprawdopodobniej obywatelami kilku państw. – Generał znów zwrócił się do Kellera. – Harrison…
Keller podszedł do stojącej w rogu szafki na dokumenty i otworzył ją. Wyciągnął dużą szarą kopertę i podał ją Robertowi.
– Oto pięćdziesiąt tysięcy dolarów w różnych walutach europejskich i dodatkowo dwadzieścia tysięcy w dolarach amerykańskich. Znajdzie pan tu również kilka kompletów fałszywych dokumentów, które mogą się okazać przydatne.
