– Porucznik Bellamy jest doświadczonym oficerem wywiadu o wzorowym przebiegu służby, zna płynnie sześć języków. Wielokrotnie dał dowód niezwykłej zaradności. Nie ma rodziny.

– Czy zdaje sobie sprawę z tego, jakie znaczenie odgrywa w tej sprawie czas? – odezwał się Anglik, wyjątkowy snob, który potrafił być bardzo nieprzyjemny.

– Tak. Mamy wszelkie podstawy sądzić, że bardzo szybko odnajdzie wszystkich świadków.

– Czy poinformowano go o celu misji? – spytał Francuz, rzeczowy i uparty.

– Nie.

– Co się stanie, kiedy już wykona zadanie? – odezwał się Chińczyk, bystry i cierpliwy.

Zostanie odpowiednio wynagrodzony.

Rozdział 4

Dowództwo Wywiadu Marynarki zajmuje całe czwarte piętro rozległego gmachu Pentagonu i tworzy prawdziwą enklawę w środku największego biurowca świata, o blisko trzydziestu kilometrach korytarzy, w którym pracuje dwadzieścia dziewięć tysięcy pracowników wojskowych i cywilnych.

Wnętrza biur Wywiadu Marynarki noszą wyraźne piętno bliskich związków z Flotą. Biurka i szafki są albo oliwkowozielone, z czasów drugiej wojny światowej, albo stalowoszare, z okresu wojny wietnamskiej. Ściany i sufity pomalowano na kolor płowożółty lub kremowy. Na początku te spartańskie warunki nieco Roberta raziły, ale już dawno do nich przywykł.

Kiedy wszedł do budynku i zbliżył się do recepcji, siedzący za biurkiem strażnik, który go dobrze znał, powiedział:

– Dzień dobry, panie poruczniku. Czy mogę prosić o pańską przepustkę?

Robert pracował tu siedem lat, ale rytuał nigdy nie uległ zmianie. Posłusznie okazał dokument.

– Dziękuję, panie poruczniku.

W drodze do swego pokoju Robert pomyślał o kapitanie Doughertym, czekającym na niego na parkingu przy River Entrance. Czekającym, by go odstawić na samolot, którym poleci do Szwajcarii, gdzie miał rozpocząć beznadziejne polowanie.



14 из 290