
Kiedy Bellamy dotarł do swego pokoju, jego sekretarka, Barbara, siedziała już za biurkiem.
– Dzień dobry, panie poruczniku. Szef chce się z panem zobaczyć, jest u siebie w gabinecie.
– Może zaczekać. Połącz mnie, proszę, z admirałem Whittakerem.
Tak jest, panie poruczniku.
Minutę później Robert rozmawiał z admirałem.
– Rozumiem, Robercie, że jesteś już po spotkaniu?
– Tak, skończyło się parę minut temu.
– Jak przebiegło?
– Było… interesujące. Czy ma pan czas, by zjeść ze mną śniadanie, panie admirale? – starał się zachować obojętny ton głosu.
Admirał nie wahał się ani chwili.
– Oczywiście. Spotkamy się tam gdzie zwykle?
– Świetnie. Przepustka będzie już na pana czekała.
– Wspaniale. Będę za godzinę.
Robert odłożył słuchawkę i pomyślał: To zakrawa na ironię, że muszę wyrabiać dla admirała Whittakera przepustkę jednorazową. Kilka lat temu pracował tu jako szef Wywiadu Marynarki. Jak się musi czuć dziś?
Robert zadzwonił na sekretarkę.
– Słucham, panie poruczniku?
– Spodziewam się admirała Whittakera. Proszę załatwić dla niego przepustkę.
– Natychmiast się tym zajmę.
Nadszedł czas, by zameldować się u szefa. U cholernego Dustina Thorntona.
Rozdział 5
Dustin (Dusty) Thornton, szef Wywiadu Marynarki, zyskał sobie sławę jednego z największych sportsmenów, jakich miała Annapolis. Thornton zawdzięczał swoje obecne eksponowane stanowisko meczowi piłkarskiemu. Mówiąc ściślej – meczowi między drużynami Armii i Marynarki. Thornton, górujący nad wszystkimi olbrzym, będąc na ostatnim roku w Annapolis, zagrał jako środkowy obrońca w najważniejszym dla drużyny Marynarki spotkaniu roku. Na początku czwartej ćwiartki, kiedy zespół Armii prowadził 13:0 za dwukrotne dotarcie do końcowej strefy pola przeciwnika i miał idealną sytuację do ponownego umieszczenia piłki w bramce, do Dustina Thorntona uśmiechnął się los i zmienił całe jego życie.
