
– Muszę już kończyć, Robercie.
– Susan…
– Słucham?
– Kocham cię i nigdy nie przestanę cię kochać.
– Wiem. Ja też cię kocham.
I na tym właśnie polegała ironia losu. Wciąż tak bardzo się kochali.
„Jesteście takim dobranym małżeństwem” – mawiali ich znajomi. Czemu się między nimi popsuło?
Porucznik Robert Bellamy wstał z łóżka i na bosaka przeszedł przez cichy pokój. Wszystko tu zdawało się tęsknić za Susan. Gdzie tylko spojrzeć, pełno było ich zdjęć jak w zatrzymanym kadrze. Na jednym łowili razem ryby w Górach Szkockich, na innym stali przed posągiem Buddy na brzegu kanału, a na jeszcze innym jechali w deszczu dorożką przez park Villa Borghese. Na wszystkich byli uśmiechnięci i obejmowali się – para ludzi zakochanych w sobie do szaleństwa.
Poszedł do kuchni i zaparzył kawę. Ścienny zegar pokazywał godzinę 4.15. Zawahał się przez moment, a potem wykręcił numer. Po szóstym dzwonku usłyszał w słuchawce głos admirała Whittakera.
– Halo!
– Panie admirale…
– Słucham.
– Mówi Robert. Bardzo przepraszam, że pana obudziłem. Ale miałem właśnie dosyć dziwny telefon z Narodowej Agencji Bezpieczeństwa.
– Z NSA? Czego chcieli?
– Nie wiem. Kazano mi się zameldować u generała Hilliarda dziś o szóstej rano.
Nastąpiła chwila ciszy.
– Może zostałeś przeniesiony?
– Wykluczone. To zupełnie nie ma sensu. Czemu mieliby…?
– Wygląda to na coś niezwykle pilnego, Robercie. Zadzwoń może do mnie po spotkaniu.
– Dobrze. Dziękuję panu.
Połączenie zostało przerwane. Nie powinienem był niepokoić staruszka - pomyślał Robert. Dwa lata temu admirał Whittaker odszedł na emeryturę ze stanowiska szefa Wywiadu Marynarki. A raczej został zmuszony do odejścia na emeryturę.
