
– Królowej Tamary, oczywiście!
– Ty co, poważnie? – zdziwił się Siemieniszkin. – Zostaw to!
– A co, doskonała rozrywka! – bronił Paramonowa Barcew. – Tym bardziej, że mamy "stary" Nowy Rok. Jak to było u Puszkina? Raz w wieczór na dworku...
– po pierwsze, to nie Puszkin, a – Żukowski, – przerwał wszystkowiedzący Arbuz, – a, po drugie, wróżyć trzeba w północ "astronomiczną", a teraz – urzędowa...
– Ale ty jesteś nuuuuuuudziarz! – ze smakiem rzekł Barcew, na co Arbuz zmieszał się i zarumienił.
– Bawcie się beze mnie – Siemieniszkina wstała i poszła do kuchni.
– Teraz wszyscy chwytamy palcami spód talerzyka i będziemy go podnosić siłą woli. Mówimy : "Duchu królowej Tamary, wzywamy cię!" – wyjaśnił Paramonow.
– Ależ nie, trzeba wziąć talerzyk i rozłożyć wokół litery, a na talerzyku narysować strzałkę – nie wytrzymał Arbuz.
– Zniknij, okularniku, nie wtrącaj się! – odgryzł się Barcew. Arbuz wzruszył ramionami i wsunął palce pod skraj talerzyka.
Paramonow wyłączył światło i zapalił cieniutka świeczkę, wyjaśniwszy półgłosem:
– Specjalnie do cerkwi poszedłem po zachodzie słońca.
– Duchu królowej Tamary, wzywamy cię!.. – chóralnie wyszeptali wszyscy.
– ... do nas! – niepewnie zadźwięczał w ciszy, która nastąpiła, głos Lenki...
... i w kącie pojawiła się blady, rozmyty obłok – postać. Wysoka, bezcielestnie chwiała się lewitując nad podłogą. Na siedzących powiało lodowatym chłodem, i ich dusze zamarły z przerażenia. Świeca zgasła. Ktoś głośno czknął.
