
Wieczorem szli na mecz futbolowy.
A nocą – do samego poniedziałkowego ranka, w zmiętych, przesyconych potem pościelach – zdarzało się: tworzyli zarodki. Prokreacja – dobro społeczne.
I znowu oczekiwali piątku.
Północ
– Nalej, szybciej nalej do kieliszków! – nagle zaśpiewał Paramonow.
– Witek, nie poganiaj koni! – odśpiewał do niego Siemieniszkin. – Nie mamy dokąd się śpieszyć!
– Jak to nie mamy dokąd? – zdziwił się Bagrcew. – Nie ma dni wolnych w "stary" Nowy Rok. (tj. W Nowy Rok wg prawosławnego kalendarza – przypis tłumacza) Ja jutro idę do pracy! Nie każdy z nas tutaj jest wolnym przedsiębiorcą jak niektórzy!
– Chłopaki, zbliża się północ, a nie wszystkim nalano! – uporczywie zaśpiewywał Paramonow. – Siema, nie bądź sknerą!
– Możesz mówić do mnie po prostu – Mikołaju Iwanowiczu! – obraził się Siemieniszkin. – No, dopijmy teraz, a po północy co będzie robić?
– Jak to – co? Spirytyzmem, oczywiście! – krótko wyjaśnił Paramonow. – Dusza – to najważniejsze w człowieku! Człowiek – nie pień! Nalewaj szybciej!
Zegar wykukał północ.
Paramonow podniósł kieliszek:
– Ludziska, z Nowym Rokiem! W tym sensie, co – ze starym!
Wszyscy wypili.
– Już! Lenka, u ciebie jest czysty talerz, dawaj go tutaj! – próbował rozkazywać Paramonow. – I szybko chodźmy wszyscy do stoliczka! Będziemy wywoływać ducha!
– Jakiego jeszcze ducha?! Od ciebie i tak czuć "spiritus" na kilometr!
