Biedaczka nie wiedziała, czemu jej uzdrawiający urok przeklinał ranę i wywoływał gangrenę, czemu dziecko, które sprowadziła na świat, okazywało się imbecylem, dlaczego błogosławieństwo wypalało ziarno w bruzdach i niszczyło jabłka na drzewie. Ktoś jednak musiał za to zapłacić, a wiedźma bądź czarodziej byli pod ręką w samej wiosce i mieście, nie w zamku władcy czy twierdzy strzeżonej przez zbrojnych i ochronne zaklęcia. Czarodzieje i czarownice tonęli w zatrutych studniach, płonęli na dotkniętych suszą polach, ginęli pogrzebani żywcem, by użyźnić martwą ziemię.

Tak tedy stosowanie i nauka ich sztuki stały się niebezpieczne. Ci, którzy się nią zajmowali, często i tak należeli do grona wyrzutków, kalek, szaleńców, ludzi samotnych, starców — kobiet i mężczyzn mających niewiele do stracenia. Mądrzy mężczyźni i kobiety, szanowani i cieszący się zaufaniem mieszkańców, ustąpili pola groteskowym, nieporadnym, wioskowym czarownikom znającym tylko nędzne sztuczki i wiedźmom, których mikstury wywołują jedynie żądze, zazdrość i nienawiść. Magiczny talent u dziecka stał się czymś strasznym. Rodzice lękali się go i ukrywali.

Oto opowieść z owych czasów. Część z niej pochodzi z Księgi Mroku, inne fragmenty z Haynoru, z gospodarstw na górze Onn i wśród lasów Faliernu. Z podobnych urywków i fragmentów da się złożyć całą historię. Choć jest lekka i zwiewna, utkana na wpół z pogłosek i domysłów, może jednak okazać się prawdą. To opowieść o Założeniu Roke, a jeśli mistrzowie z Roke twierdzą, że nie tak to wyglądało, niech opowiedzą, jak szkoła powstała naprawdę. Czasy, w których Roke stała się wyspą czarnoksiężników, spowija bowiem mgła i możliwe, iż umieścili ją tam sami czarnoksiężnicy.

II. WYDRA

W naszym strumyku mieszka wydra, Przebiegła i jak człowiek chytra, Wszelkie magiczne zna zaklęcia,


4 из 237