
Unni ucieszyła się, lecz zaraz zaczęła rozważać to w duchu. No cóż, konkurencja nie była zbyt duża. Ani Jordi, ani Antonio, ani Pedro nie mieli żadnych krewnych. Mor – ten i Gudrun mieli jedynie siebie, zaś matka Vesli absolutnie nie nadawała się do tego rodzaju zwierzeń.
Mimo to jednak Unni cieszyła się, że nareszcie wtajemniczą jej rodziców w całą tę skomplikowaną zagadkę. Koniec z ukrywaniem się i sekretami.
– Mamy dwie godziny? – spytał Antonio. – To zdążymy chyba jeszcze przeczytać jeden rozdział?
Na myśl o tym wcale nie rozpierał ich entuzjazm. Znajomość z Estellą naprawdę nie była przyjemna.
Masz w kieszeni pistolet, czy po prostu tak bardzo się cieszysz, że mnie widzisz?
M. W.
Pireneje, lipiec, A. D. 1628
Mój pobyt na dworze stryja Dominga przed dwoma miesiącami nie okazał się wcale taki długi, jak się tego najwyraźniej spodziewano. Sama się o to zatroszczyłam dzięki wrodzonym zdolnościom wywoływania skandali.
Ale zacznę od samiuteńkiego początku!
Ciotka Juana, ta nieznośna jędza, traktowała mnie od samego przyjazdu, jakbym była kupką cuchnącego łajna. Dwór okazał się pięknie położony, bardzo blisko granicy francuskiej, otoczony białymi szczytami gór i niedużą wioską mu podległą. Jak dotąd wszystko było w najlepszym porządku, ale…
Ciotka zmierzyła mnie lodowatym spojrzeniem i powiedziała słodko – kwaśnym głosem:
„A więc Sevastino i ta jego mała gąska nie są w stanie nauczyć cię dobrych obyczajów? No, tak, sama to widzę”.
Jak możesz to zobaczyć, ty wiedźmo, pomyślałam, bo w przeciwieństwie do niej byłam ubrana tak, jak nakazuje moda. Ona pewnie jednak piła do głębokiego wycięcia mojej sukni i niezasznurowanych piersi. Tak, tak, bo z tym akurat poradziłam sobie podczas podróży. Usunęłam wszystkie wstrętne drutowania, oczywiście ku przerażeniu dueni, ale przecież nie będę słuchać przyzwoitki, są jakieś granice posłuszeństwa!
