
– Przypuszczam, że były to jakieś rzeczy pochodzące Z kradzieży. Kościoły i kaplice posiadają często niezwykle cenne skarby. Wprawdzie Estella nic o tym nie wspomina w swojej księdze, ale…
Morten podniósł głowę.
– Ona pisze o jakichś tajemnicach związanych z grobem Jorge.
Jordi odparł:
– Właśnie to miałem na myśli, mówiąc, że musimy złożyć wizytę w klasztorze San Salvador de Leyre.
– No tak – przyznał Pedro. – Pojawili się tam mnisi, słudzy inkwizycji. Wszyscy ci, którzy pozostali, chociaż nie będę dodawał „przy życiu”. Urraca przecież wyeliminowała jednego z pierwotnych trzynastu.
– A teraz zostało ich siedmiu – przypomniała Gudrun.
– Ty, Unni, pogromczyni mnichów, nie ruszasz się chyba nigdzie bez tego znaku? Masz go przy sobie wszędzie, gdzie tylko siedzisz i gdzie stoisz? – spytał Pedro.
– Owszem, a wy wszyscy również powinniście go mieć – podkreśliła dziewczyna.
– To rzeczywiście doskonały pomysł, zaraz sobie taki zrobię!
– Ja już mam – powiedziała Vesla.
– Ja również – podchwycił Jordi. – Nauczyliśmy się tego od Unni.
Wszyscy pozostali zdecydowali się iść za ich przykładem.
Wyeliminowanie mnicha byłoby niczym ważna odznaka.
– Tylko pamiętajcie, że trzeba wypowiedzieć słowa „Amor ilimitado solamente” – pouczała Unni. – Bo inaczej „nie będzie się liczyło”. Tak jak z tym facetem, który twierdził, że jeśli ktoś zostanie przejechany na przejściu dla pieszych, to się nie liczy.
Rozdzwonił się telefon. To rodzice Unni, którzy umówili się z nimi na spotkanie, i pytali teraz, czy goście naprawdę przyjdą za dwie godziny.
– Powiedzmy za godzinę i pięćdziesiąt siedem minut – odparła Unni. Odłożyła słuchawkę i popatrzyła na przyjaciół. – Całkiem o tym zapomniałam!
– Ale my pamiętaliśmy – uspokoiła ją Vesla. – Kupiliśmy kwiaty i już przygotowaliśmy wyjściowe ubrania. Bardzo się cieszymy.
Najwyższy czas, żeby jacyś krewni dowiedzieli się, czym się tak naprawdę zajmujemy. A najlepiej będzie powiadomić twoich.
