
Angela Forrester leżała mocno przytulona do pleców męża.
– Kochanie? – szepnęła.
– Hmm? – mruknął na tyle szybko, żeby jej dać znać, że także nie śpi.
Słowa zdawały się więznąć Angeli w gardle.
– Nie sądzisz, że ta dziewczyna przerwie ciążę, prawda?
– Zastanawiałem się nad tym samym, Angelo. Nie wiem.
– Och, Claiborne… nasz wnuk – szepnęła, przyciskając usta do jego nagich pleców, zaciskając powieki, a w jej umyśle pojawiły się wspomnienia: jak zakochała się w tym mężczyźnie, jak byli zachwyceni, kiedy zaszła w ciążę. Do oczu Angeli napłynęły łzy.
– Wiem, Angie, wiem – uspokajał ją Claiborne, jeszcze mocniej przytulając do siebie jej ciało. Po długiej, pełnej napięcia chwili odwrócił się od niej i wziął ją w ramiona.
– Zapłaciłbym każdą sumę, żeby tylko zapobiec aborcji, wiesz o tym, Angie.
– W… wiem, kochanie, wiem – powiedziała z twarzą wtuloną w jego pierś, wzmocniona jego znajomą pieszczotą.
– Musiałem jednak uświadomić Clayowi odpowiedzialność, jaką ponosi.
– O tym także wiem. – Ta wiedza jednak nie łagodziła bólu.
– Dobrze, wobec tego prześpij się trochę.
– Nie mogę zasnąć, bo gdy tylko zamykam oczy, widzę, jak ten ohydny człowiek grozi jej palcem. Och, Boże, Claiborne, on jest bezwzględny, to od razu widać. Nigdy nie wypuści tej dziewczyny z rąk, jeśli będzie uważał, że dzięki niej może się dobrać do naszych pieniędzy.
– Pieniądze to nic, Angie, nic – powiedział z gniewem.
– Wiem. Myślę o dziewczynie i o tym, że chodzi o dziecko Claya. Załóżmy, że będzie je wychowywać w tym samym domu z tym… tym złym człowiekiem. On jest taki gwałtowny…
