
W ciemności pocałował ją i poczuł, że jej policzki są wilgotne.
– Angie, Angie, nie płacz – szepnął.
– Ale to nasz wnuk – powtórzyła z ustami tuż przy jego uchu.
– Musimy wierzyć w Claya.
– Ale wygadywał takie rzeczy dziś wieczorem…
– Reaguje jak każdy mężczyzna. Miejmy nadzieję, że w świetle dnia lepiej zobaczy swe zobowiązania.
Angela odwróciła się na plecy, wytarła oczy prześcieradłem i starała się uspokoić. Nie mówili o jakimś rozpustniku. Mówili o własnym synu.
– Na pewno postąpi właściwie, kochanie – jest tak bardzo podobny do ciebie.
Claiborne pocałował żonę w policzek.
– Kocham cię, Angie. – Po czym przesunął się na jej stronę łóżka i przytulił ją do siebie, kładąc dłoń na jej piersi. Jej ręka wślizgnęła się pod piżamę na jego piersi, uspokajająco ciepłej. I w ten sposób czerpali z siebie nawzajem siłę w ciągu długich godzin, zanim sen nie przyniósł zapomnienia.
Wyprowadzenie w pole Herba Andersona wymagało wprawy i umiejętności. Miał szósty zmysł, który w jakiś niewyjaśniony sposób rozwija się u alkoholików, dziwną intuicję, która nagle może sprawić, że zamglony umysł pracuje z zatrważającą jasnością. Następnego ranka Catherine pilnie wykonywała swe rutynowe czynności, wiedząc, że każde odstępstwo wzbudzi jego podejrzenia. Stała przy kuchennym zlewie i jadła świeżą pomarańczę, kiedy do kuchni wszedł, szurając nogami, Herb Anderson. Owoce zaspokajały jakąś nową potrzebę, którą ostatnio odczuwała, ale ten fakt zdawał się go bawić w złośliwy sposób.
– Znowu ssiesz pomarańcze, co? – rzucił od drzwi. – Dużo ci z tego przyjdzie. Jeśli chcesz coś ssać, wyssij z tego starego Forrestera trochę forsy. Wczoraj się nie spisałaś. Stałaś tam jak kołek, a w ten sposób nic od Forresterów nie wydobędziemy!
– Nie zaczynaj znowu. Powiedziałam, że pójdę z tobą, ale nie będę popierać twoich gróźb. Teraz muszę iść na uniwersytet.
– Najpierw mi powiesz, co dostałaś wczoraj od swojego kochasia!
