
– Tak, sir?
Catherine pamiętała głos, który odpowiedział panu Forresterowi, ale zdziwiło ją to oficjalne „sir”. Nie słyszała, żeby do ojca zwracano się w ten sposób.
– Wejdź do gabinetu – powiedział pan Forrester, po czym sam to uczynił, pozostawiając za sobą otwarte drzwi, niczym rozkaz.
W innych okolicznościach być może Catherine zrobiłoby się żal Claya Forrestera. Pogwizdywanie ustało. Słychać było jedynie cichy odgłos kroków, kiedy młody człowiek schodził po schodach.
Zacisnęła pięści w nagłym przypływie paniki. Nie chciała, żeby ją zobaczył! Zdrowy rozsądek podpowiadał jednak, że nie uda się jej uciekać przed nim bez końca. Wcześniej czy później Clay zorientuje się, że ona tu jest.
Pojawił się ponownie za filarem schodów, wkładając sportową marynarkę, co powiedziało jej wiele o jego stosunkach z ojcem.
Serce podeszło dziewczynie do gardła, wstrzymała oddech, rumieniec zakłopotania zabarwił jej policzki. Mężczyzna podszedł do lustra, poprawił kołnierzyk i włosy. Przez króciuteńką chwilę, gdy tak mu się przyglądała, a on był nieświadom jej obecności ani tego, co go czeka w gabinecie, wydał się Catherine bezbronny. Przypomniała sobie jednak, że jest nie tylko bogaty, jest także degeneratem; zasłużył na to, co go spotka.
Nagłe Clay zobaczył jej odbicie w lustrze. Przez ułamek sekundy wydawał się zaskoczony i zdziwiony jej obecnością, ale gdy się do niej odwrócił, był już opanowany.
– Och, cześć – powiedział niedbałym tonem. – Nie zauważyłem cię.
Natychmiast uświadomiła sobie bicie swego serca, zadbała jednak, by przerażenie nie odmalowało się na jej twarzy. Z szeroko otwartymi oczami skinęła mu jedynie milcząco głową. Nie przypuszczała, że go jeszcze kiedyś ujrzy.
– Przepraszam – dodał uprzejmie w taki sposób, w jaki odezwałby się do petenta oczekującego na wezwanie jego ojca. Następnie skierował się w stronę gabinetu.
