
– Ach… Jill – powiedziała Angela z uniesionymi brwiami, po czym pochyliła się w przód, opierając łokieć na wdzięcznie skrzyżowanych kolanach. – Tak, myślę, że nadeszła pora, byś pomyślał o Jill. Gdzie ona była, kiedy to się stało?
– Posprzeczaliśmy się, to wszystko.
– Och, posprzeczaliście się. – Angela ponownie odchyliła się w tył, jej swobodne zachowanie nie licowało z powagą tematu. – A więc umówiłeś się z Catherine, żeby odegrać się na Jill, a czyniąc to, skrzywdziłeś nie jedną kobietę, lecz dwie. Clay, jak mogłeś!
– Mamo, zawsze bardziej lubiłaś Jill niż jakąkolwiek inną dziewczynę, z którą chodziłem.
– T a k, to prawda, zarówno twój ojciec, j a k i ja ogromnie ją podziwiamy. W tej jednak chwili uważam, że twoje zobowiązania wobec Catherine Anderson są większe niż wobec Jill. Poza tym nie mam najmniejszej wątpliwości, że gdybyś chciał się ożenić z Jill, oświadczyłbyś się jej już dawno.
– Rozmawialiśmy o tym niejeden raz, pora jednak nie była odpowiednia. Chciałem mieć studia za sobą i zdać egzamin adwokacki.
– Pominąłeś pewne fakty – powiedział Claiborne, podnosząc się z sofy i przyjmując pozę, którą Clay nazywał „postawą adwokata powoda”: obie stopy mocno oparte na podłodze, a szczęka i jedno ramię wysunięte w stronę oskarżonego. – Jej ojciec może ci przysporzyć więcej kłopotu, niż myślisz. Zdajesz sobie sprawę, że od egzaminów adwokackich dzieli cię niespełna rok i że stanowa Rada Adwokacka zadaje sobie sporo trudu, by ustalić, czy osoba składająca aplikację legitymuje się nienagannym świadectwem moralności. Do tej pory nie myślałem o tym w stosunku do ciebie, ale dzisiaj cały czas zastanawiałem się nad tym. Clay, coś takiego wystarczy, by odmówili ci prawa stawania do egzaminów! Gdy złożysz podanie, poproszą cię o świadectwo dotyczące twoich zwyczajów, by osądzić, jaką się cieszysz reputacją. Mają pełne prawo zażądać od ciebie raportu do przedstawienia go Ogólnonarodowej Radzie Adwokackiej.
