
Czy zdajesz sobie z tego sprawę? Clay, wystarczy jeden zatwardziały konserwatysta, któremu aborcja nadal wydaje się niemoralna, bez względu na jej status prawny, lub który będzie uważał, że spłodzenie nieślubnego dziecka jest wystarczającym powodem, by wątpić w twoje morale, a będzie to dzwon pogrzebowy dla twojej kariery prawniczej. Masz niespełna rok. Czy chcesz, żeby wszystko poszło na marne? – Claiborne podszedł do biurka, z roztargnieniem dotknął pióra, po czym poszukał wzroku Claya. – Jest jeszcze jedna, mniej ważna sprawa, o której nie mogę tu nie wspomnieć. Jako wychowanek uniwersytetu, jestem członkiem Towarzystwa Doskonałości i Rady Gości. Jestem dumny z tych funkcji, a one dobrze o mnie świadczą. Są prestiżowe i z pewnością będą moim atutem, jeśli zdecyduję się ubiegać o stanowisko prokuratora okręgowego. Nie zniósłbym żadnej skazy na nazwisku Forresterów. A jeśli będę się ubiegał, liczę na to, że ty w czasie mojej kadencji poprowadzisz naszą firmę. Oczywiście wszyscy wiemy, o jaką stawkę chodzi. – Dla efektu Claiborne upuścił z hałasem pióro na biurko. Wszystko było jasne: groził, że wykluczy Claya z rodzinnej firmy, na której Clay zawsze budował swoje plany na przyszłość. Claiborne złożył dłonie i przez palce popatrzył na syna, po czym zakończył, nadal dwuznacznie: – Twoja decyzja, Clay, będzie miała znaczenie dla nas wszystkich.
Herb Anderson, niczym zwierzę w klatce, chodził tam i z powrotem po pokoju Catherine.
– Cholerna dziewczyna. Połamię jej wszystkie kości, jeśli w tej chwili nie jest z Forresterem i nie odbiera pieniędzy! – Kopnął ze złością otwartą szufladę, w której nie znajdowało się nic poza gazetą wyściełającą jej dno. Kopnięcie pozostawiło czarny ślad obok tego, który już przedtem zrobił.
Ada wyjąkała drżącym głosem:
– Jjjak… my – myślisz, Herb, dokąd ona poszła?
– A skąd, do diabła, mam wiedzieć? – ryknął. – Nigdy mi nie mówi, dokąd chodzi. Gdyby to robiła, to nie dałaby sobie zrobić dzieciaka, bo najpierw bym się upewnił, że wie coś o swoim kochasiu!