
Ada opadła na krzesło z westchnieniem ulgi.
W Horizons Francie wyrównała rachunki za pewne niesprawiedliwości losu, kradnąc buteleczkę perfum „Charlie” z toaletki Catherine Anderson.
Na parkingu uniwersyteckim Jill Magnusson wsuwała w tej samej chwili swe wspaniałe rasowe nogi do corvetty Claya Forrestera.
– Spóźniłeś się – zganiła go, blokując drzwi, tak by Clay nie mógł ich zamknąć, obdarzając go równocześnie czarującym uśmiechem, za który jej ojciec zapłacił ortodoncie w przybliżeniu dwa tysiące dolarów. Jill była pięknością a także członkinią elitarnego stowarzyszenia Kappa Alpha Theta, od lat znanego jako stowarzyszenie bogatych studentek Uniwersytetu Minnesota.
– Miałem wiele zajęć – odparł Clay, nagle zły z powodu sposobu, w jaki opóźniała ich odjazd. Zbyt był zaprzątnięty własnymi myślami, by dać się teraz oczarować tym kształtnym nogom. Zatrzasnął drzwi i obszedł samochód. Silnik zawarczał, gdy odjeżdżali od krawężnika.
– Muszę wstąpić do laboratorium fotograficznego i odebrać zdjęcia do projektu badawczego.
Jill miała coś więcej niż urodę – robiła dyplom z elektroniki lotniczej i była przekonana, że zaprojektuje pierwszy prom kosmiczny między Ziemią a Księżycem. Mając tak wygórowane ambicje związane z karierą, ani trochę nie interesowała się zamążpójściem. Bardzo dobrze rozumieli się z Clayem.
Dziś jednak Clay był niezwykle rozdrażniony.
– Spóźniłem się, a ty akurat nalegasz, żebyśmy się zatrzymali przy laboratorium fotograficznym w drodze na przyjęcie! – rzucił, pozostawiając czarny ślad opon na asfalcie, kiedy samochód ruszył ostro do przodu.
– Och, ależ jesteś dzisiaj drażliwy.
– Jill, powiedziałem ci, że wolę zostać w domu. To ty nalegałaś, aby pójść na przyjęcie. Wybacz mi.
– Świetnie, zapomnijmy o laboratorium. Sama mogę jutro odebrać te fotografie.
