Lepiej było pozostać tutaj, g d z i e życie było przyjemniejsze niż tam, skąd odeszła. W Horizons nikt nikogo nie osądzał, gdyż wszyscy płynęli tą samą ł o d z i ą.

Tak przynajmniej im się zdawało.

ROZDZIAŁ 5

Napięcie w rodzinie Forresterów narastało, ponieważ miejsce pobytu Catherine nadal pozostawało nieznane. Angela chodziła ze ściągniętymi ustami, a Clay często dostrzegał we wpatrzonych w niego oczach ból. Herba Andersona wypuszczono z aresztu po dwudziestu czterech godzinach, nie stawiając mu żadnych formalnych zarzutów. Konieczność puszczenia mu wszystkiego płazem bardzo drażniła zarówno Claya, jak i jego ojca.

Anderson opuszczał areszt w bardzo dobrym nastroju.

– Mam tych skurwysynów w garści i nie puszczę, dopóki nie wycisnę z nich trochę zielonych! – mamrotał pod nosem. Kiedy dotarł do domu, Ada stała pośrodku pokoju i czytała jakąś kartkę. Podniosła wzrok, zaskoczona jego widokiem.

– Cóż to, Herb, wypuścili cię?

– Masz cholerną rację, tak, wypuścili mnie. Ci Forresterowie wiedzą, co dla nich dobre. Gdzie jest dziewczyna? – Oczy miał nabiegłe krwią, ręce owinięte teraz już brudnym bandażem. Wionęło od niego przetrawionym dżinem.

– Wszystko z nią w porządku, Herb – powiedziała Ada bojaźliwe, podając mu pocztówkę. – Spójrz, jest w Omaha u przyjaciółki, która…

– W Omaha! – ryknął tak, że aż się zatrzęsły szyby w oknach. Zatoczył się i wyrwał kartkę z ręki żony. Skulona przyglądała się, jak zabrudzonym bandażem przeciera oczy. Kiedy wzrok mu się przejaśnił, przyjrzał się pocztówce, po czym szepnął: – Te pierdolone skurwysyny zapłacą mi za to! Nikomu nie uda się zrobić mnie w konia! – Po czym przeszedł obok Ady, jakby jej wcale nie było, i wyszedł z domu.



67 из 355