
Hewlitt zastanowił się, czy ostatnie zdanie nie dowodzi przypadkiem poczucia humoru, ale uznał, że to zbyt śmiałe przypuszczenie.
— Naprzeciwko pana leży pacjent Henredth, Kelgianin — powiedziała siostra. — Na lewo od niego pacjent Kletilt z planety Melf, obok pana zaś Ianin Makolli, który ma zostać dziś przeniesiony na poziom czterdziesty siódmy, więc zapewne nie zdąży pan z nim zamienić ani słowa. Nie wiem, kogo przyślą na jego miejsce. Na razie jednak, pacjencie Hewlitt, proszę spróbować się odprężyć, a może nawet zdrzemnąć przed przyjściem lekarza.
Ciało Leethveeschi zwinęło się w budzący mdłości sposób. Hewlitt dopiero po chwili pojął, że istota odwróciła się od niego. Ulżyło mu, że to obrzydliwe stworzenie postanowiło wreszcie się oddalić. Sam nie pojmował, dlaczego ją zatrzymał. Pytania mogły przecież poczekać.
— Siostro oddziałowa — rzekł zdecydowanym tonem — nie chcę odzywać się tu do kogokolwiek, jeśli nie okaże się to absolutnie niezbędne dla przebiegu leczenia. Jest jednak ktoś, z kim jestem w stanie rozmawiać bez… hm… szczególnie niemiłych wrażeń. To siostra, która mnie przywiozła. Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby się mną opiekowała. Czy w razie potrzeby mógłbym ją przywołać? Mogę poznać jej imię?
— Nie — odparła Leethveeschi równie pewnym głosem. — To jedyna hudlariańska siostra przydzielona do mojego oddziału, więc rozpozna pan ją bez trudu. Wystarczy wskazać kończyną i zawołać głośno „siostro”.
— Tam, skąd przybyłem — powiedział Hewlitt, usiłując nie stracić panowania nad sobą — podobne zachowanie dowodziłoby braku dobrych manier. Dlaczego nie chce mi pani pomóc? Zdradziła pani, jak się nazywa i jakie imiona noszą pacjenci wokół mnie, a odmawia przekazania imienia Hudlarianki?
— Sama go nie znam.
