
— Proszę się nie bać, pacjencie Hewlitt — powiedziała Leethveeschi. — Nie zamierzam się zbliżać ani dotykać pana, chyba, że będzie to konieczne z powodów klinicznych. Być może przyniesie panu ulgę myśl, jak ja muszę postrzegać pańskie różowe, gładkie i obwisłe ciało. Proszę, więc przestać wciskać się w ścianę i posłuchać. Może pan zamknąć oczy, jeśli będzie panu łatwiej. Po pierwsze, kiedy jadł pan ostatnio? Po drugie, nie odczuwa pan potrzeby usunięcia z organizmu produktów przemiany materii?
— Ta… tak — odparł Hewlitt. Mimo wszystko nie zacisnął powiek i mierzył obrzydliwą istotę wzrokiem. Miała jednak zbyt wiele dziwnych guzów, by orzec, które z nich są oczami. — Jadłem tuż przed opuszczeniem statku. I nie muszę na razie iść do toalety.
— Zatem nie ma powodu, aby wstawał pan z łóżka — powiedziała siostra oddziałowa. — Proszę pozostać w nim, aż zbada pana starszy lekarz Medalont, który oficjalnie zdecyduje, czy może się pan samodzielnie poruszać po oddziale. Najbliższy posiłek podamy za trochę ponad trzy godziny, pańskie badanie zaś odbędzie się wcześniej. Nie ma jednak powodów do niepokoju, pacjencie Hewlitt. Stosowane przez nas procedury są całkowicie nieinwazyjne i sprowadzają się w znacznej części do wywiadu. Gdy będzie już panu wolno wstawać — kontynuowała — otrzyma pan autotranslator nastawiony na języki pacjentów oddziału oraz pracującego tu personelu. Wydaje się, że dotąd nie miał pan zbyt wielu okazji do kontaktów z przedstawicielami innych gatunków. U nas zdoła pan nadrobić ten brak. Gdy tylko trafi się okazja, proszę spróbować porozmawiać z innymi pacjentami, oczywiście nie przeszkadzając personelowi. Niektórzy nasi podopieczni ze względów terapeutycznych, dla odpoczynku czy z innych powodów są oddzieleni parawanami. Tym pod żadnym pozorem nie wolno przeszkadzać. Większość jednak chętnie z panem porozmawia i nie musi się pan przejmować ich wyglądem. Tutaj o wszystkich można powiedzieć, że są na swój sposób brzydcy i odpychający. Bez wyjątku.
