
Ta zatrzymała się i zmieniła ustawienia w autotranslatorze.
— Coś nie tak, pacjencie Hewlitt? — spytała.
Przecież widać, ty głupia istoto, co jest nie tak, pomyślał. Postarał się wszakże zachować spokój.
— Oczekiwałem, że zostanę zbadany, siostro — powiedział. — Co się dzieje? Doktor całkiem mnie zignorował!
— Ten lekarz przygotowywał przeniesienie pacjenta Kletilta na inny oddział — odparła pielęgniarka — ja zaś pomagałam pacjentowi zmieniać pozycję podczas badania. To starszy lekarz Karthad, który jest w Szpitalu specjalistą od położnictwa i ginekologii obcych, i pański przypadek go nie interesuje. Jeśli jednak zechce pan poczekać cierpliwie jeszcze chwilę, pacjencie Hewlitt, pański doktor się zjawi, aby pana zbadać.
ROZDZIAŁ TRZECI
Hewlitt widział już wcześniej zdjęcia Melfian, dostrzegł też kilka osobników podczas podróży korytarzem, ale po raz pierwszy miał okazję oglądać któregoś naprawdę z bliska i prawie w bezruchu. Ten nadal przypominał mu gigantycznego kraba ze szkieletem na zewnątrz ciała. Ziemianin nie patrzył na wystające ze szczelin między płytami pancerza nogi, jego uwagę zwracała, bowiem przede wszystkim głowa z wielkimi oczami, na które co chwila nasuwały się pionowe powieki, ogromne żuwaczki, szczypce wyrastające w miejscach, gdzie normalna istota powinna mieć uszy, i sterczące z kącików ust czułki, które wyglądały na absurdalnie cienkie i kruche.
— Jak pan się czuje, pacjencie Hewlitt? — spytała istota i, jak można się było spodziewać, przysunęła bliżej przerażający łeb.
— Dobrze — odparł Hewlitt, co też zapewne nikogo nie zaskoczyło.
— W porządku. Jestem doktor Medalont i jeśli pan pozwoli, chciałbym wstępnie pana zbadać oraz zadać kilka pytań. Proszę odsunąć nakrycie i położyć się na brzuchu. Nie musi pan zdejmować odzieży, gdyż skaner łatwo ją przeniknie. Wszystko wyjaśnię panu zresztą w trakcie badania.
