— Aha. Czy to filozofia?

— Filozofia praktyczna, panie.

— Mimo wszystko nie mogę powstrzymać zdumienia, Leonardzie, że najwyraźniej znalazłeś rozwiązanie, gdy tylko przedstawiłem ci problem.

Leonard z Qu irmu wyczyścił pędzel.

— Zawsze powtarzam, panie, że poprawnie sformułowany problem zawiera własne rozwiązanie. Jednakże prawdą jest również, że poświęcałem nieco namysłu kwestiom podobnej natury. Często eksperymentuję z rozma itymi aparatami… które, posłuszny twojej opinii w tej materii, następnie rozkładam, ponieważ źli ludzie mogliby odnaleźć je przypadkiem i wypa czyć ich zastosowanie. W swej łaskawości przydzieliłeś mi pokój z nie ograniczonym widokiem nieba, a ja … patrzę i widzę. Och, jeszcze coś… Będę potrzebował także paru tuzinów smoków bagiennych. Nie, powinno ich być… chyba ponad sto.

— Rozumiem. Zamierzasz zbudować statek, który może wzlecieć w niebo, zaprzężony w smoki ? — domyślił się Vetinari z nieja sną ulgą. — Przypominam sobie dawną opowieść o statku ciągniętym przez łabędzie. Dotarł aż…

— Obawiam się, że łabędzie raczej nie zadziałają. Ale twoje przypuszczenie jest w ogól nych zarysach poprawne. Brawo. Sugeruję dwieście smoków, żeby mieć pewien margines.

— Przynajmniej to nie sprawi kłopotów. Ostatnio wszędzie ich pełno.

— Przyda się też pomoc sześćdziesięciu terminatorów i czelad ników z Gildii Chytrych Rzemieślników. Może lepiej setkę. Będą musieli pracować przez okrągłą dobę.

— Terminatorów? Mogę dopilnować, żeby najlepsi majstrowie…

Leonard uniósł dłoń.

— Nie majstrowie, panie — rzekł. — Niepotrzebni mi ludzie, którzy poznali już granice tego, co możliwe.


* * *

Orda znalazła Cohena siedzącego przy małym kurhanie grobowym, niedaleko obozowiska. W okolicy było ich wiele. Ordyńcy widywali takie czasami podczas licznych podróży po świecie. Tu i tam wystawał ze śniegu pradawny głaz z napi sem wyrytym w języku, jakiego żaden z nich nie umiał rozpoznać.



17 из 125