Magowie spojrzeli na tablicę. Potem, jak jeden mag, zwrócili wzrok w stronę Myślaka Stibbonsa, który bazgrał coś w swoim notesie.

— O co w tym chodzi, Myślak?

Myślak popatrzył na swoje notatki. Potem popatrzył na Leonarda. A po tem popatrzył na Ridcully'ego.

— Eee… tak. Możliwe. Eee… Gdyby wypaść za Krawędź wystarczająco szybko, świat… ściąga z po wrotem, więc spada się dalej, tylko że dookoła.

— Chcesz powiedzieć, że spadając ze świata, możemy… a mó wiąc „możemy”, chcę tu zaznaczyć, nie mam na myśli siebie… możemy skończyć na niebie?

— Hm… No tak. W końcu słońce robi to codziennie.

Dziekan wydawał się zachwycony.

— Niesamowite — powiedział. — Przecież… można w taki sposób całą armię przerzucić do samego serca wrogiego terytorium! Żadna twierdza nie będzie bezpieczna! Można spuścić ogień na…

Pochwycił spojrzenie Leonarda.

— …na złych ludzi — dokończył niepewnie.

— To się nie zdarzy! — oświadczył surowo Leonard. — Nigdy.

— Czy to… ta rzecz, którą planujesz, może wylądować na Cori Celesti? — upewnił się Patrycjusz.

— Och, z pew nością znajdą się tam odpowiednie śnieżne równiny — potwierdził Leonard. — Jeżeli nie, na pewno uda mi się zaprojektować rozsądny system lądowania. Na szczęście, jak to zauważyłeś, panie, rzeczy w po wietrzu zdradzają tendencję do spadania w dół.

Ridcully chciał już wygłosić jakiś komentarz, ale się powstrzymał. Znał reputację Leonarda. Był to człowiek, który potrafił przed śniadaniem dokonać siedmiu wynalazków, w tym dwóch nowych sposobów przygotowania grzanki. Ten człowiek wynalazł łożysko kulkowe, urządzenie tak oczywiste, że nikt inny o nim nie pomyślał. Na tym właśnie polegał jego geniusz — wymyślał rzeczy, na które każdy mógłby wpaść, a lu dzie wymyślający rzeczy, na które każdy mógłby wpaść, są doprawdy niezwykli.



20 из 125