— Niby tak, ale widzisz, to nie jest taki typowy bard od sag bohaterskich — tłumaczył Caleb, obserwując poszukiwania przywódcy. — Uprzedzałem, że się nie nada, już jak go złapalim. To raczej taka odmiana barda, co się przyda, jak chcesz balladę zaśpiewać panience. Łapiesz, szefie? Mówim tu o kwiat kach i wio śnie.

— Aha, tu szą — ucieszył się Cohen. Z sa kiewki u pasa wyjął dwie protezy wyrzeźbione z dia mentowych zębów trolli. Wsunął je do ust i zagryzł kilka razy. — Już lepiej. Co mówiłeś?

— On nie jest prawdziwym bardem, szefie.

Cohen wzruszył ramionami.

— No to będzie musiał szybko się nauczyć. I tak jest chyba lepszy od tych z impe rium. Tamci nie mają pojęcia o po ematach dłuższych niż siedemnaście sylab. Ten przynajmniej jest z Ankh -Morpork. Musiał słyszeć o sa gach.

— Mówiłem, że powinniśmy się zatrzymać nad Zatoką Wielorybów — wtrącił Truckle. — Lodowe pustkowia, mroźne noce… Dobre miejsce na sagi.

— Pewno. Jak ktoś lubi tran. — Cohen wyjął miecz z za spy. — Może lepiej pójdę tam i jakoś odwrócę jego myśli od kwiatków.


* * *

— Można zaobserwować, że rzeczy obracają się wokół Dysku — stwierdził Leonard. — To pewne w przy padku słońca i księ życa. A także, jeśli sobie przypominacie… „Marii Pesto”?

— Tego statku, który podobno spłynął pod Dysk? — przypomniał sobie nadrektor Ridcully.

— Otóż to. Wiadomo, że został zdmuchnięty poza Krawędź w po bliżu Zatoki Mante podczas straszliwego sztormu. Kilka dni później rybacy widzieli, jak wznosi się ponad Krawędzią niedaleko TinLing, gdzie zresztą rozbił się na rafie. Przeżył tylko jeden marynarz, którego ostatnie słowa były… dość dziwne.

— Pamiętam — ucieszył się Ridcully. — Powiedział: „Mój boże, jest pełne słoni”.

— Uważam zatem, że przy odpowiednim pchnięciu i skła dowej bocznej pojazd wysłany za brzeg świata przemknie dołem, napędzany potężnym przyciąganiem, i wzleci po drugiej stronie — tłumaczył Leonard. — Prawdopodobnie na wysokość dostateczną, by pozwolić na poszybowanie w dół w do wolne miejsce na powierzchni.



19 из 125