
A przynajmniej ruszyli biegiem. Zbliżając się, zwalniali do czegoś w rodzaju pełnego czci spaceru.
Przez chwilę nikt się nie odzywał. Zielony blask padał im na twarze.
Wreszcie ktoś z ludzi szepnął:
— Miałeś szczęście, Ślag.
— Na całym świecie nie ma dość pieniędzy, koleś.
— Uważajcie, to może być tylko mika…
— I tak warta trochę szmalu. No dalej, Ślag, wyciągnij to.
Patrzyli niczym koty, jak kilofem odłupuje następne kawałki skały. Wreszcie natrafił na krawędź. I drugą krawędź. Zaczęły mu dygotać palce.
— Uważaj, koleś. Tutaj jest bok tego…
Górnicy cofnęli się o krok, gdy odpadła reszta skały przesłaniającej klejnot. Rzeczywiście był podłużny, choć dolna ściana wyglądała jak chaos poskręcanego opalu i ziemi.
Ślag odwrócił kilof i oparł drewniane stylisko o lśniący kryształ.
— Ślag by… Nic z tego — powiedział. — Muszę sam sprawdzić.
Postukał w skałę. Odpowiedziała echem.
— Nie może być przecież pusty w środku — stwierdził jeden z górników. — W życiu o czymś takim nie słyszałem.
Ślag sięgnął po łom.
— Racja. No to…
Zabrzmiało ciche „plink!”. Z dolnej części odpadł spory kawałek opalu. Okazało się, że nie jest grubszy niż talerz.
Odsłonił kilka palców, które poruszały się wolno wewnątrz roziskrzonej skorupy.
— Niech to ślag — powiedział górnik, kiedy wycofywali się coraz dalej. — To jest żywe…
Myślak wiedział, że nie powinien pozwalać Ridcully’emu oglądać niewidzialnych tekstów. Przecież to podstawowa zasada: nie zdradzać pracodawcy, co człowiek właściwie robi przez całe dnie.
Ale niezależnie od podejmowanych środków ostrożności wcześniej czy później szef musiał się zjawić, porozglądać, powiedzieć coś w rodzaju „Ach, czyli tutaj pan pracuje?” albo „Zdawało mi się, że rozesłałem notatkę na temat przynoszenia kwiatów w doniczkach” i „Jak nazywacie tę rzecz z klawiaturą?”.
