
– Wiesz, kto to jest – domyśliła się obserwująca go bacznie Teresę.
Nie odpowiedział. Serce zabiło mu mocniej.
Jacht podpłynął bliżej brzegu, drzwi kabiny od strony dziobu otworzyły się i na pokład wyszedł Win.
Na jego widok Myrona zatkało. Win nigdy nie wpadał gdzieś przypadkiem. Jeżeli tu przypłynął, z pewnością stało się coś złego.
Myron wstał. Odległość była za duża. Nie zawołał, poprzestając na pozdrowieniu ręką. Win skinął mu głową.
– Zaraz. Czy to nie do jego rodziny należy firma Lock – Horne? – spytała Teresę.
– Tak.
– Przeprowadziłam z nim kiedyś wywiad. W związku z bessą na giełdzie. Ma długie, napuszone nazwisko.
– Windsor Horne Lockwood Trzeci.
– Właśnie. Dziwny człowiek.
Gdybyż tylko miała pojęcie, jak bardzo dziwny.
– Diablo przystojny, wygląda na dziedzica rodowej fortuny, członka prywatnych klubów, kogoś, kto urodził się ze srebrnym kijem golfowym w ręku.
W tym momencie Win jakby na dany znak przeczesał dłonią włosy i uśmiechnął się.
– Macie z sobą coś wspólnego – rzekł Myron.
– Co?
– Oboje uważacie, że Win jest diablo przystojny.
– Wracasz – powiedziała z lekką obawą Teresę, uważnie przyglądając się jego twarzy.
– Po to przypłynął.
Ujęła jego rękę. Była to ich pierwsza czuła chwila od balu charytatywnego sprzed trzech tygodni. Sami we dwoje na wyspie, stosunek za stosunkiem, a przy tym żadnych tkliwych pocałunków, delikatnych głaśnięć, łagodnych słów. Dziwne? Ale połączyły ich chęć zapomnienia o przeszłości i wola przetrwania – związek dwóch zdesperowanych dusz na ruinach uczuć, niezainteresowanych próbą ich odbudowy.
Większość dni Teresę spędzała na długich samotnych spacerach, podczas gdy on przesiadywał na plaży, ćwiczył i niekiedy czytał. Spotykali się, żeby zjeść, kochać się i spać. Poza tym dawali sobie spokój, każde z osobna lizało swoje rany. Myron widział, że Teresę – podobnie jak on – głęboko i mocno przeżywa jakąś niedawną tragedię. Nigdy jednak nie spytał jej, co się stało. A ona też go o nic nie pytała.
