Taka była niepisana zasada ich małego szaleństwa.

Jacht się zatrzymał, rzucono kotwicę, Win wsiadł do łódki z motorkiem. Myron czekał, przebierał nogami, szykował się na najgorsze. Blisko brzegu Win zgasił silnik.

– Moi rodzice?! – zawołał Myron.

– Cali i zdrowi.

– Esperanza?

Win lekko się zawahał.

– Potrzebuje twojej pomocy.

Zszedł do wody ostrożnie, jakby oczekiwał, że utrzyma jego ciężar. Miał na sobie elegancką koszulę z kołnierzykiem na guziczki oraz szorty od Lilly Pulitzer tak jaskrawe, że spłoszyłby rekiny. Jachtowy japiszon. Był drobnej budowy, lecz na jego przedramionach grały mięśnie niczym stalowe węże. Kiedy do nich podszedł, Teresę wstała. Win podziwiał jej urodę, przyglądając się, lecz nie gapiąc. Niewielu mężczyzn tak potrafi. Ot, dobre wychowanie. Ujął dłoń Teresę i uśmiechnął się. Wymienili uprzejmości, a po nich sztuczne uśmiechy i zbyteczne uwagi. Osłupiały Myron tego nie słuchał. Teresę przeprosiła ich i wróciła do domu.

– Prima sempiterna – pochwalił Win, bacznie jej się przyglądając.

– Do mnie pijesz? – spytał Myron.

– W telewizji zawsze siedzi za pulpitem – odparł Win, w najlepsze śledząc sokolim wzrokiem… cel.

– W życiu bym się nie domyślił, że sempiternę ma pierwsza klasa. – Pokręcił głową. – Wielka szkoda.

– Pewnie. Może podczas każdego wejścia na antenę powinna kilka razy wstać, parę razy się odwrócić, skłonić et cetera.

– Święta słowa! – Win zerknął na Myrona. – Pstryknąłeś jej serię fotek, nagrałeś na wideo?

– Nie, tak byś zrobił ty albo gwiazda rocka kawał zboka.

– Szkoda.

– Dobrze, dobrze, zrozumiałem. – Prima sempiterna? – No więc, co się dzieje z Esperanzą? Teresę zniknęła w drzwiach wejściowych. Win westchnął cicho i obrócił się do Myrona.



4 из 250