— Jakie dowody? Czy te pomniki nie mówią same za siebie? Nie jestem specjalistą, ale…

Starzec roześmiał się przejmująco.

— Oczywiście — zawołał, wycierając brudną chustką załzawione oczy — jak najoczywiściej. Ale ci, co to widzą, żądają, u diabła, dowodów.

Wiedzą, że stary di Riveira po śmierci Jacques’a Duvala przez całe życie pracował sam. Świadków nie ma. Mógł podrobić dokumenty, książki muzealne. Mógł sam, własnoręcznie wyrzeźbić wszystkie te kolumny, ornamenty, łuki, ślady skałotoczy, rękę dziewczynki… Cha! cha! cha!..

Jego ostry, przenikliwy śmiech długo rozlegał się echem w tej dziwnej sali. Starzec już zamilkł i znów ocierał oczy zatłuszczoną chustką, a śmiech wciąż jeszcze brzmiał gdzieś daleko za dwuszeregiem kamiennych kolumn.

Znów poczułem się głupio i pomyślałem, że jednak ludzie, co go mieli za wariata, nie byli tak dalecy od prawdy.

— Nie — rzekł — jakby znów czytając w moich myślach. — Nie, nie!

… Wszystko to jest znacznie bardziej skomplikowane, niż sądzisz… Ale dość. Ruszaj! Czas zamykać muzeum.

— A portret? — zaprotestowałem. — Kogo przedstawia?

— Chcesz wiedzieć?

— Chcę. Zamyślił się.

— Mógłbym cię zbyć pierwszą lepszą bzdurą — rzekł — albo po prostu wyrzucić za natręctwo. Wyrzuciłem stąd już niejednego amatora cudzych tajemnic, zwłaszcza spośród dziennikarskich łgarzy. Nienawidzę ich…

Tego losu nie uniknął i szlachetny sir Francis Snowdan z Królewskiego Towarzystwa… Próbował twierdzić, dureń, że widzi tu pamiątki kultury kreteńskiej i egejskiej, a nie to, co naprawdę tu jest. Żebyś widział, jak stąd fruwał. Wyrzuciłem za nim jego teczkę, melonik i parasol. Ale ty…

Nie twierdzę, że mi się podobasz. Jeszcze cię nie rozgryzłem. Możeś i nie lepszy od innych. W każdym razie coś niecoś ci opowiem. U ciebie w kraju nikt nie słyszał o moich pracach. Ale jeden warunek — nie zrobisz z tego zajmującej bajeczki dla grzecznych dzieci. Przynajmniej, póki ja żyję.



12 из 282