— Jestem bardzo stary, to już moje ostatnie miesiące, jeśli nie dni. Całe życie poświęciłem jednej idei, chciałem oddać ludziom utracone przez nich ogniwo wielkiego łańcucha ich historii. Kpili ze mnie; durnie — bo byli durniami, mądrzy — bo mieli rozum, więc bali się i zazdrościli. Ale przysięgłem mu, że się nie poddam — staruszek wskazał na alkowę — i starałem się dotrzymać przysięgi.

Zamilkł na chwilę, a potem ciągnął:

— Zgromadziłem tu wszystko, co się dało zebrać przez marne siedemdziesiąt lat ludzkiego życia. O każdym z tych kamieni można napisać księgę. Teraz nie mam już ani sił, ani pieniędzy. W ojczyźnie uznano mnie za przestępcę, który ukradł i roztrwonił majątek całej rodziny. Swojej rodziny. Rozumiesz… Te kamienie pochłonęły wszystko.

I gdybym miał jeszcze więcej… — machnął ręką.

— Ale dlaczego nie napisał pan o tym?

— Po pierwsze dlatego, że byłem młody i głupi. Chciałem dowiedzieć się więcej i od razu oszołomić świat swoimi odkryciami. Potem, kiedy zmądrzałem, wiedziałem już tyle, że nikt mi nie uwierzył. Niejednemu było to na rękę. Wielu chciało zajmować się historią jego ojczyzny — znowu wskazał w stronę alkowy — a dowody miałem tylko ja. Wiesz, co zrobiono z moim pierwszym rękopisem? Był to traktat naukowy, a wydano go jako powieść fantastyczną. Omal nie zwariowałem.

Wystąpiłem do sądu, uznano mnie za niespełna rozumu. Musiałem przez wiele lat cicho siedzieć, żeby nie dostać się do domu wariatów. Drugiej książki nikt nie chciał wydać. W Londynie i w Nowym Jorku pamiętano o moim „szaleństwie”. Kiedy wreszcie postanowiłem sam wydać książkę, nie miałem już pieniędzy na druk.


— Jak to, więc w całym świecie nie znalazł się nikt?…

— Nie przerywaj… Twój kraj też by nie chciał mieć do czynienia z wariatem. Żądano ode mnie dowodów autentyczności wszystkiego, co tu jest. Był to wielki skandal. Do gardła skoczę temu, kto nie wierzy, ale nie zniżę się do udowadniania, żem nie łgarz.



11 из 282