Skinąłem głową.

– Jak będą uzbrojeni?

– W krótkie miecze, hełmy, lekkie zbroje. Nic ciężkiego, muszą się swobodnie poruszać. Nie chcemy, by się potykali lub nawzajem nadziewali się na dłuższą broń. Nie mogą też być zbyt obciążeni rynsztunkiem, kiedy przyjdzie im się wspinać do wyjścia.

– Czy wszyscy pochodzą z jakiejś konkretnej kohorty?

– Nie, to specjalni ochotnicy wybrani z różnych kohort. Nie każdy człowiek nadaje się do takiego zadania. Nie można skutecznie wyszkolić człowieka, aby się nie bał ciemności i nie wpadał w panikę w ciasnej, zamkniętej przestrzeni. Wsadź niektórych mężczyzn do tunelu, a choćby byli nie wiem jak odważni, dostaną biegunki ze strachu natychmiast, gdy za pierwszym zakrętem stracą z oczu światło dzienne. Nie chciałbyś znaleźć się obok takiego gościa w krytycznej chwili. Saperzy świetnie się czują pod ziemią, oczywiście, ale oni są od kopania, nie od walki. Trzeba więc znaleźć wojowników, którzy nie boją się nadepnąć na kilka dżdżownic. Ochotnicy z grupy szturmowej ćwiczyli w tunelach przez kilka ostatnich dni: jak nieść zapalony knot, by nie zgasł, jak nie tratować kolegów, kiedy zapadnie ciemność, jakie sygnały każą iść naprzód albo się wycofywać i tak dalej.

– Brzmi to skomplikowanie.

– Coś ty? – Witruwiusz prychnął wzgardliwie. – To są prości ludzie, a wystarczy im kilka ćwiczeń, aby nie potykali się o własne nogi.

– Pewnie masz rację – powiedziałem w zamyśleniu. – Każdy jako tako inteligentny facet nauczyłby się tego w mig.

– Jasne. Każdy głupi to potrafi, a jeśli wydarzy się coś bardzo złego, zginie tak samo szybko jak ci, którzy odbyli specjalny trening.

Witruwiusz zawinął się szczelniej w koc, zamknął oczy i westchnął.

Na poszarpanej linii horyzontu po wschodniej stronie pokazał się czerwony blask. Wydostałem się z koca i oznajmiłem mu, że sam będzie musiał kontemplować wschód. Nie odpowiedział. Wycofałem się wolno przy akompaniamencie jego cichego pochrapywania.



31 из 239