
Od czoła kolumny nadeszły szepty. Młody żołnierz stojący przede mną odwrócił się i powiedział:
– Tu zaczekamy, aż saperzy przebiją się na drugą stronę. Podaj dalej.
Przekazałem wiadomość Dawusowi. Kiedy znów się odwróciłem, zobaczyłem, że młody żołnierz wciąż na mnie patrzy. Jego głos wydał mi się znajomy; domyśliłem się, że to on właśnie rozmawiał o mnie przed wejściem. W migotliwym świetle wyglądał niemal na dziecko. Patrzył na mnie badawczo, ale nie wrogo. Oczy miał nienaturalnie rozszerzone i wyglądał na zdenerwowanego. Uśmiechnąłem się do niego.
– Skoro cię to ciekawi, to mam sześćdziesiąt jeden lat.
– Słucham?
– Słyszałem, jak zapytałeś o to kolegę, zanim weszliśmy do tunelu.
– Naprawdę? – Chłopak wyglądał na speszonego. – No, bo chyba mógłbyś być moim dziadkiem. A może nawet pra…
– Wystarczy, młody człowieku!
Uśmiechnął się krzywo.
– Może to Fortuna postawiła mnie dziś obok ciebie! Marek mówi, że bogowie muszą cię lubić, skoro dożyłeś takiego wieku, zarabiając na życie mieczem. Jak sądzisz, może odrobinka twojego szczęścia przejdzie i na mnie?
– Nie jestem pewien, ile mi go jeszcze zostało – odpowiedziałem mu z uśmiechem.
Nagle w tunelu zadudniło głuche, wibrujące „buum!”, jak gdyby niedaleko uderzył w ziemię piorun. Poczułem to w uszach, w stopach i zębach. Po chwili rozległ się następny huk, i jeszcze jeden.
– Co… co to jest? – Głos młodzieńca się załamał. – Skąd to dochodzi?
– To taran – wyjaśniłem, starając się mówić spokojnie. – Musimy być pod samym murem.
Żołnierz odruchowo spojrzał w górę.
– Ostrzegali nas o tym. Nie sądziłem, że to będzie tak…
Buum! Spomiędzy belek stropowych posypał się piasek. Chłopak schwycił mnie za ramię.
– To daleko – uspokoiłem go. – Drgania łatwo się przenoszą w kamieniu, więc wydaje się, że to znacznie bliżej.
– Oczywiście. To daleko stąd – powtórzył machinalnie i puścił mnie; jego uścisk był tak silny, że zostawił mi na skórze znaki po paznokciach.
