
– Czy możesz odwieźć pana doktora na oddział i zapewnić mu spokój? – poprosiła znużonym głosem.
– Prześpij się, Harry, a potem zdecydujemy, co dalej robić. Zgoda?
– Dobrze, ale pod warunkiem, że zajmiesz się sobą.
– Obiecuję. Zajmowanie się sobą to moja specjalność. A teraz śpij.
Nie ma uszkodzeń czaszki, stwierdziła Lizzie po obejrzeniu zdjęć. Utrata przytomności musiała być spowodowana bardzo silnym uderzeniem w głowę przy upadku.
Z nogą sprawa wyglądała nieporównanie gorzej. May aż gwizdnęła na widok prześwietlenia. Chwilę i wcześniej licząca około czterdziestu lat May wyjaśniła Lizzie:
– Jestem tu za podaj, przynieś, pozamiataj. Dwadzieścia lat temu przeszłam podstawowy kurs pielęgniarski. Robię wszystko, co mi każą, i za nic nie odpowiadam. Emily jest naszą główną fachową siłą, ale tak się rozkleiła, że chyba nie na wiele się przyda. Musi pani polegać na mnie.
I bardzo dobrze, pomyślała Lizzie. Życzliwość starszej pielęgniarki działała na nią kojąco. Upewniwszy I się, że głowie Harry’ego nic nie zagraża, mogła teraz wziąć prysznic i przebrać się w suche rzeczy.
– On chyba nie stanie jutro przed ołtarzem, prawda?
– bystro zauważyła May.
– Oczywiście, że nie – odparła Lizzie.
– Trzeba będzie spiąć kości gwoździami?
– Chyba tak, bo w przeciwnym razie musiałby spędzić sześć tygodni z nogą na wyciągu, a wynik i tak byłby niepewny. No i są odłamki, które trzeba unieruchomić albo usunąć.
– Czy złoży mu pani nogę na miejscu?
– O nie. Do tego potrzebny jest chirurg ortopeda, no i oczywiście anestezjolog. Ja ostatecznie mogłabym podjąć się anestezji, gdybyś ty potrafiła dopasować złamane kości.
