– Ja? Kto to powiedział?

– Charlotta. Zrozumieliśmy, że jest jakaś panna Trolle.

– Matka tak powiedziała? Do Liv?

– Do nas wszystkich. Była bardzo szczęśliwa.

– Ależ, moi drodzy – uśmiechnął się Dag zrezygnowany. – Wspomniałem tylko w kilku listach, że ona należy do grupy moich znajomych i że to ładna i miła dziewczyna. No tak, interesowałem się nią trochę, ale nie była moją wybranką. Nie widziałem jej od wielu tygodni! Mama to prawdziwa swatka.

Nie powiedział już nic więcej, Sol mówiła więc dalej.

– A Are to dobry chłopak. Spokojny i życzliwy, najbardziej z nas przywiązany do ziemi. Nie będzie z nim kłopotu.

– Na pewno! Wiesz, tak bardzo tęsknię za nimi wszystkimi. A ty, Sol? Masz jakichś zalotników?

– Ja? – roześmiała się głośno. Skręcili właśnie z głównej ulicy w niewielką, bogatą boczną uliczkę. – Nie. Skąd miałabym ich wziąć?

– Nie przesadzaj! Musisz mieć całe stado wielbicieli!

Spoważniała.

– Być może. Ale oni mnie nic nie obchodzą. Czasami się boję, Dagu. Wydaje mi się, że nie jestem w stanie w nikim się zakochać.

Przyglądał się jej długo, nic nie mówiąc. Potem powiedział lekko:

– Z pewnością nie spotkałaś jeszcze tego właściwego. Wiem przecież, że potrafisz kochać ludzi.

– Tak, moich najbliższych. Ale wiesz, wydaje mi się, że Tengel przysłania mi wszystkich mężczyzn. Nie zrozum mnie źle, nie jestem w nim zakochana, to nie o to chodzi. Ale nikt nie dorasta mu do pięt. Porównuję z nim różnych młodzieńców i żaden nie może się z nim mierzyć.

– To jasne. Tengel jest tylko jeden.

– Tak, i to właśnie jest takie straszne.

Dag się zamyślił.

– Można by powiedzieć, że poszukujesz mężczyzny – ojca, ponieważ nigdy go nie miałaś. Ale tak nie jest. Nie szukasz kogoś o dobroci Tengela, Sol. Szukasz mężczyzny, który miałby jego autorytet i demoniczną siłę!

– Masz rację – powiedziała zrezygnowana.



11 из 198