
W słuchawce usłyszał dźwięki. Dotknął urządzenia palcem.
— Grelier… czekam na ciebie.
— Idę, madame.
Na szczycie zbiornika zapaliło się czerwone światełko zsynchronizowane z alarmem. Grelier włączył sterowanie ręczne, uciszając alarm i gasząc światełko awaryjne. Do fabryki ciał wróciła cisza, zakłócana tylko niekiedy gulgotaniem płynów odżywczych czy stłumionym kliknięciem dalekiego regulatora zaworów.
Grelier kiwnął głową, zadowolony, że wszystko kontroluje, i wznowił swój niespieszny marsz.
* * *
W tym samym momencie, gdy Grelier wcisnął ostatni zawór, w aparaturze czujnikowej „Gnostycznego Wniebowstąpienia” wystąpiła anomalia. Krótka, trwająca drobny ułamek sekundy, ale na tyle niezwykła, że w strumieniu danych pojawił się znacznik wyjątku, wskazujący, że coś zasługuje na uwagę.
Na tym skończyła się akcja software’u czujników. Anomalia nie przedłużała się i wszystkie systemy działały normalnie. Znacznik to była czysta formalność i reakcja na niego należała do zupełnie oddzielnej i nieco bardziej inteligentnej warstwy oprogramowania monitorującego.
Druga warstwa — której zadaniem było monitorowanie kondycji podukładów czujnikowych na całym statku — wykryła ten znacznik oraz milion innych, powstałych w tym samym cyklu, i przydzieliła im harmonogram w profilu zadań do wykonania. Od końca pojawienia się anomalii minęło mniej niż dwie stutysięczne sekundy — z punktu widzenia obliczeń to wieczność, ale była to nieunikniona konsekwencja rozległości cybernetycznego układu nerwowego światłowca. Komunikacja między jednym końcem statku a drugim odbywała się trzy-, czterokilometrową magistralą, więc w tę i z powrotem sygnał musiał pokonać sześć do siedmiu kilometrów.
Na statku tej wielkości nic nie działo się szybko, ale nie miało to praktycznego znaczenia. Statek o takiej masie ospale reagował na wydarzenia zewnętrzne — błyskawiczne odruchy były mu równie potrzebne jak brontozaurowi.
