— Teraz, madame?

— A czemu nie? Trzeba kuć żelazo, póki gorące.

— Tylko że on jest zamrożony. Sześć godzin zajmie wybudzenie, zakładając, że będziemy postępować zgodnie z zalecanymi procedurami.

— A jeśli nie? — Zastanawiała się, ile jeszcze pociągnie jej nowe ciało. — Ile godzin można by realnie zaoszczędzić?

— Najwyżej dwie, jeśli nie chce się ryzykować, że zostanie uśmiercony. A i tak będzie to odrobinę nieprzyjemne.

Jasmina uśmiechnęła się do naczelnego medyka.

— Jestem pewna, że uda mu się to przetrwać. A, Grelier, jeszcze jedno.

— Madame?

— Przynieś mi skafander ornamentowany.

TRZY

Światłowiec „Gnostyczne Wniebowstąpienie”, przestrzeń międzygwiezdna, 2615

Kochanka pomogła mu wydostać się z kasety. Quaiche leżał na kozetce, drżał, nękany mdłościami, a Morwenna zajmowała się licznymi gniazdkami i przewodami, zanurzonymi w jego posiniaczonym ciele człowieka linii głównej.

— Leż spokojnie — powiedziała.

— Nie czuję się dobrze.

— To jasne. Czego się spodziewałeś, kiedy te sukinsyny tak szybko cię odmroziły?

Czuł się tak, jakby kopnięto go w krocze — krocze ogarniające całe ciało. Miał ochotę skulić się w przestrzeni mniejszej, niż sam zajmował, zawęźlić się, poskładać w mistrzowskie origami. Chciałby zwymiotować, ale związany z tym wysiłek wydał mu się zniechęcający.

— Nie powinni byli ryzykować — stwierdził. — Ona wie, że jestem zbyt cenny. — Miał odruch wymiotny. Obrzydliwy dźwięk przypominał przedłużone szczekanie psa.

— Chyba zaczęła się niecierpliwić — odparła Morwenna, przecierając jego ciało piekącą maścią.

— Wie, że mnie potrzebuje.

— Radziła sobie przedtem bez ciebie. Może doszła do wniosku, że znów sobie bez ciebie poradzi.



26 из 752