
— To pasuje do Quaiche’a.
— Nie, Quaiche chciał się nam tak zaprezentować. To fikcyjna historyjka. W rzeczywistości jego dokonania są znacznie mniej imponujące. Tu i tam jakiś przypadkowy sukces, ale równie wiele porażek. To cwaniak, fanfaron, oportunista i kłamca. I do tego zakażony.
Grelier uniósł brwi.
— Zakażony?
— Ma wirusa indoktrynacyjnego. Przeskanowaliśmy go, szukając typowych wirusów, ale tego nie wykryliśmy, bo nie był w naszej bazie danych. Na szczęście nie jest bardzo zaraźliwy. Przede wszystkim nie ma wielkiego niebezpieczeństwa, że ktoś z nas zostanie zarażony.
— O jakiego wirusa indoktrynacyjnego chodzi?
— Nieudolny miszmasz: niedokończony melanż pojęć religijnych z ostatnich trzech tysięcy lat bez unifikującej deistycznej koncepcji. To nie buduje u niego żadnych spójnych przekonań, tylko po prostu uczucie religijności. Oczywiście na ogół Quaiche potrafi trzymać to pod kontrolą. To mnie jednak niepokoi. A co, jeśli jego stan się pogorszy? Nie chcę człowieka, którego odruchów nie potrafię przewidzieć.
— Więc go zwolnisz?
— Jeszcze nie teraz. Musimy najpierw minąć 107 Piscium. Niech ma ostatnią szansę, żeby się zrehabilitować.
— Dlaczego sądzisz, że teraz uda mu się coś znaleźć?
— Nie spodziewam się tego po nim, ale uważam, że jest większe prawdopodobieństwo, że coś znajdzie, jeśli stworzę mu odpowiednią motywację.
— Mógłby dać dyla.
— Wzięłam to pod uwagę. Jeśli chodzi o Quaiche’a, to pomyślałam chyba o wszystkich aspektach. Potrzebny mi tylko on sam, w jakimś stanie ożywienia. Możesz mi to zorganizować?
