
Przypuszczała, że to cena, jaką wieś płaci za swoją niezależność ekonomiczną od katedr. Na Heli większość osad leżała w pobliżu Drogi Ustawicznej, w pasie poniżej stu kilometrów na północ i na południe od Drogi. Osiedla, z nielicznymi wyjątkami, zawdzięczały swoją egzystencję katedrom i ich organom rządowym — kościołom — i w zasadzie skłaniały się ku któremuś z głównych nurtów wyznania quaicheistów. Nie znaczy to, że na jałowych wyżynach religia nie miała swoich zwolenników, ale tu wsie były zarządzane przez świeckie komitety i czerpały dochody z wykopalisk, a nie — jak to było w wypadku wsi przy Drodze — ze skomplikowanych układów z katedrami dotyczących dziesięciny i odpustów. W efekcie wsie na wzgórzach nie musiały godzić się na restrykcje religijne obowiązujące w innych rejonach Heli. Mieszkańcy sami stanowili swoje prawa, mieli swobodniejsze praktyki małżeńskie i przymykali oko na niektóre perwersje zabronione w osadach przy Drodze. Rzadko wizytował ich ktoś z Wieży Zegarowej, a wysłanników kościołów witano z podejrzliwością. Dziewczynki — na przykład Rashmika — nie musiały studiować świętych ksiąg quaicheistów i pozwalano im czytać literaturę techniczną z dziedziny wykopalisk. Nie wykluczano nawet, że kobieta mogłaby podjąć pracę.
Równocześnie jednak wsie na jałowych wyżynach nie korzystały z parasola ochronnego. Osiedla wzdłuż drogi były strzeżone przez luźne oddziały katedralnej milicji, a w czasach kryzysu zwracały się do katedr o pomoc. Katedry miały dostęp do nowoczesnych technik medycznych zupełnie nieosiągalnych dla ludności na wzgórzach. Rashmika widziała, jak jej przyjaciele i krewni umierają, ponieważ osadzie nie udostępniono leku. Ceną za lek była uległość wobec machinacji Urzędu Analizy Krwi. Ale gdy w twoich żyłach popłynie quaicheistowska krew, niczego już nie możesz być pewien.
Rashmika akceptowała tę sytuację z dumą i uporem — to cechy wspólne wszystkim mieszkańcom wyżyn.
