
Rashmika zamierzała opuścić dom o świcie, gdy rodzice jeszcze spali. Nie skłamała im, jeśli chodzi o wyjazd, ponieważ nigdy nie było to konieczne. Dorośli i inni mieszkańcy wioski nie rozumieli, że potrafi kłamać tak samo jak oni. I potrafi to robić z większym przekonaniem. W dzieciństwie nigdy nie kłamała, ale tylko dlatego, że nie widziała takiej potrzeby.
Cicho skradała się przez podziemny labirynt domu, przeskakiwała między ciemnymi korytarzami a jasnymi plamami pod umieszczonymi w suficie świetlikami. Prawie wszystkie domy w wiosce były zbudowane pod ziemią — pieczary o nieregularnych kształtach połączono krętymi korytarzami powleczonymi żółknącym tynkiem. Życie na powierzchni wydawało się Rashmice trochę niepokojące, ale sądziła, że z czasem można się do tego przyzwyczaić. Tak jak można się w końcu przyzwyczaić do życia w karawanach czy nawet w katedrach, za którymi podążały karawany. Życie pod ziemią nie było pozbawione ryzyka. Sieć tuneli łączyła się pośrednio ze znacznie głębszymi korytarzami kopalni. W zasadzie istniały hermetyczne drzwi i systemy zabezpieczeń mające chronić wieś, gdyby zapadła się któraś z kopalnianych jaskiń albo gdyby górnicy natknęli się na wysokociśnieniową bańkę. Wszystkie te urządzenia nie zawsze jednak pracowały skutecznie. Za życia Rashmiki doszło do kilku groźnych sytuacji, choć nie wydarzył się żaden poważniejszy wypadek, ale wszyscy się obawiali, że to tylko kwestia czasu, a jej rodzice często wspominali wcześniejszą katastrofę. Tydzień temu miała miejsce eksplozja na powierzchni; nikt nie został ranny i mówiono nawet, że ładunki minerskie rozmieszczono celowo, ale to zdarzenie po raz kolejny uświadomiło jej, że świat, w którym żyje, ciągle balansuje na krawędzi katastrofy.
