
– No, jestem zadowolona – rzekła z satysfakcją. – Nareszcie zobaczyłam, co ludzie zakopują pod drzewami. Ładne to, chociaż do niczego się nie nadaje.
Remigiusz siedział nad znaleziskiem i zastanawiał się głęboko, a Pafnucy patrzył na Remigiusza i czekał, co powie.
– Chyba to jest skarb – powiedział lis. – W każdym razie ludzie to tak nazywają.
– To co to znaczy? – spytała Marianna.
– Ludzie to sobie mają i chowają – wyjaśnił Remigiusz. – Lubią to mieć, dają to jedni drugim i dostają za to różne inne rzeczy. Czasem przyczepiają to na sobie. Ten ktoś, kto zakopał, pewnie wszystko ukradł.
– Dlaczego ukradł? – zdziwił się Pafnucy. – Skąd wiesz?
– Z doświadczenia – powiedział Remigiusz złośliwie. – W kradzieżach mam duże doświadczenie. Jeżeli ktoś coś chowa tak, żeby nikt tego nie widział, z pewnością jest to ukradzione.
– Sroka też kradnie i chowa – zauważyła po namyśle Marianna.
– Co do ludzi, to z pewnością najwięcej mógłby powiedzieć Pucek – powiedział Pafnucy trochę niepewnie.
Marianna natychmiast się z nim zgodziła. Remigiusz zainteresował się, kto to jest Pucek, i dowiedziawszy się, że pies, skrzywił się z niechęcią.
– Nie przepadam za psami – oznajmił. – Ale masz rację, o ludziach wiedzą najwięcej. Możecie się z nim skontaktować, jeżeli macie ochotę.
– Doskonale, jutro pójdziesz do Pucka, opowiesz mu wszystko i zapytasz, co o tym myśli – zadecydowała Marianna.
Nazajutrz rano Pafnucy wyszedł na znajomą łąkę. Pucek czekał na niego niecierpliwie, kręcąc się pod lasem, bo miał sensacyjne nowiny. Zaczął od razu, zanim Pafnucy zdążył się odezwać.
– Nie masz pojęcia, co się tu dzieje! – zawołał żywo. – Mówiłem ci, że z ludźmi są ciągle same kłopoty, i proszę! Co oni tu sobie narobili, to ho, ho, ho!
– A co takiego? – zaciekawił się Pafnucy.
– Zamieszanie jest okropne i przyjechała policja…
