– No i co? – krzyknęli do niego wszyscy równocześnie. Pafnucy chwycił rybę i błyskawicznie wepchnął sobie do pyszczka.

– Po bębę pfy goge! – odkrzyknął.

– Ja z nim zwariuję! – wrzasnęła Marianna. – Znów mówi z pełną gębą!

Pafnucy przełknął pośpiesznie i chwycił drugą rybę.

– Pod starym dębem przy drodze! – zawołał i znów zabrał się do jedzenia. Równocześnie jednak przypomniał sobie, że powinien powiedzieć o pilnowaniu i o wilkach, i o tym, że ptaki nie mogą przenosić skarbu, dopóki ta sprawa nie zostanie załatwiona. Żeby je zatem powstrzymać, czym prędzej usiadł na porozrzucanych świecących przedmiotach. Sfruwające już ptaki przyhamowały i trzepotały się dookoła niego. Marianna wpadła w istny szał.

– Wszystkie ryby wrzucę z powrotem do wody! – wrzeszczała. – Nie złowię ci ani jednej! Czyś ty oszalał? Co to znaczy? Czy mamy cię z tego zepchnąć?!

Pafnucy nie mógł chwycić trzeciej ryby, bo siedział za daleko, więc nic mu już nie przeszkadzało mówić. Prawie jąkając się z pośpiechu, wyjaśnił sprawę pilnowania. Trzeba się było naradzić. Ptaki usiadły z powrotem na drzewach.

Bardzo szybko ustalono, jak należy postąpić. Pafnucy pobiegnie do wilków, ale ktoś musi go wyprzedzić, bo mógłby wilków nie zastać w domu. Pofrunie zatem przed nim któryś z ptaków. Wybór od razu i bez żadnego wahania padł na srokę.

Ze sroką był wielki kłopot. Od samego początku zastanawiano się, czy nie odsunąć jej od całego przedsięwzięcia. Szczerze bowiem wyznała, iż zaniesienie błyszczącego przedmiotu gdzie indziej niż do gniazda przekracza jej siły. Wszystkie zwierzęta i ptaki prosiły, żeby spróbowała się opanować, ale sroka nie mogła tego obiecać.

– Chciałabym bardzo zachować się przyzwoicie w tak wyjątkowej sytuacji – powiedziała żałośnie. – Ale to jest silniejsze ode mnie. Wiecie, jeżeli widzę coś świecącego, coś mnie tak pcha, tak pcha, tak okropnie pcha, że po prostu skrzydła mi nie chcą inaczej się poruszać. Niosą mnie prosto do gniazda i w żaden sposób nie mogę skręcić.



19 из 226