– Czekaj, jeszcze jedna sprawa – powiedziała nerwowo. – To jest bardzo blisko drogi, a ty nie wiesz, do czego zdolni są ludzie. Ktoś musi tego pilnować, bo mogą znów ukraść.

Pafnucy czuł się coraz bardziej zdenerwowany.

– Kto ma pilnować? – spytał znękanym głosem.

– Najlepsze byłyby psy – powiedział Zuchelek. – Ale psa w okolicy nie ma ani jednego, wszystkie zajęte. Ktoś podobny do psa, może wilki?

Sasanka wzdrygnęła się lekko, ale przyznała, że istotnie, z braku psów wilki byłyby najlepsze. Pafnucy aż jęknął.

– Jest u nas jedna rodzina wilków – powiedział rozpaczliwie. – Ale mieszkają akurat w drugim końcu lasu, to znaczy nie na końcu, tylko w środku. W drugim środku lasu, okropnie daleko stąd.

– Trudno, musisz ich zawiadomić i też poprosić o pomoc – powiedziała stanowczo Sasanka. – My do wilków nie pójdziemy za żadne skarby świata. Za to możemy uprzedzić Pucka, że tam będą wilki, żeby nie był zaskoczony.

– No, dosyć tego gadania! – zniecierpliwił się Zuchelek. – Jak mamy lecieć, to już! Kawał drogi przed nami! A ty też ruszaj, nie trać czasu!

– Naprzód! – zawołała Sasanka i oba konie galopem skoczyły przed siebie, aż cała łąka zagrzmiała tętentem.

Pafnucy też ruszył galopem, ale zanim dobiegł do skraju lasu, koni nie było już widać, a odgłos ich kopyt zamierał w oddali.

Kiedy zziajany i zdyszany Pafnucy dotarł nad jezioro, ptaki z całego lasu siedziały na okolicznych drzewach, zajmując wszystkie konary i gałązki. Hałas panował taki, że trzeba było do siebie krzyczeć, aby coś usłyszeć. Do szaleństwa zdenerwowana Marianna, nie mogąc usiedzieć w bezruchu, bezustannie wskakiwała do wody i wyciągała jedną rybę po drugiej. Pafnucemu na ten widok aż zaświeciły się oczy, bo nie jadł przecież śniadania i po tych galopach czuł się przeraźliwie głodny.



18 из 226