
– Ten jeden koń jest klaczą i nazywa się Sasanka – poinformował Pucek. – A ten drugi jest koniem i nazywa się Zuchelek. Zatrzymaj się, Pafnucy. Może lepiej będzie, jak ty tu zaczekasz, a ja pójdę i powiem im, żeby same do ciebie podeszły. Nie będą się czepiać, że zbliżasz się za szybko.
Pafnucy zgodził się na takie rozwiązanie sprawy. Usiadł na trawie i czekał cierpliwie, a Pucek podbiegł do koni.
– Proszę bardzo, widzicie, że on jest spokojny! – zawołał. – Możecie podejść do niego, on się wcale nie rusza.
– Za to ty się miotasz! – prychnęła gniewnie Sasanka. – Przestań nas poganiać!
– Sami wiemy, co robić – dodał stanowczo Zuchelek. – Może podejdziemy, jeszcze nie wiem. Nie podoba mi się jego zapach.
– Mnie też się w pierwszej chwili nie podobał – przyznał Pucek i również usiadł, żeby nie denerwować koni. – Ale jak dobrze powąchać, to widać, że on jest dobry i łagodny.
Sasanka i Zuchelek zastanawiali się jeszcze przez chwilę, a potem powoli, z wyciągniętymi szyjami, podeszli do Pafnucego. Pafnucy przyglądał się im z nadzwyczajnym zainteresowaniem i tak bardzo chciał się nie ruszać, że nawet przestał mrugać oczami. Sasanka już prawie przysunęła do niego swój prześliczny, aksamitny pysk, wciągnęła nosem powietrze i nagle odskoczyła w bok wszystkimi czterema nogami równocześnie. Zuchelek przestraszył się i także odskoczył w drugą stronę. Pafnucy siedział nieruchomo jak głaz, ale miał w sobie zapach dzikiego lasu i dzikich zwierząt, a dla koni był to zapach obcy i nie mogły się z nim tak od razu pogodzić. Zatrzymały się i znów zaczęły zbliżać do niedźwiedzia wąchające pyski.
Pafnucy był tak spokojny i tak cierpliwy, że konie wreszcie to wywęszyły. Zaczęły go obwąchiwać jeszcze gorliwiej niż Pucek, bo konie również mają doskonały węch. Pchały swoje miękkie chrapy Pafnucemu pod brodę i do uszu, aż go łaskotało i z wysiłkiem powstrzymywał się od chichotania. Wreszcie pozbyły się niepewności i uznały go za miłego, porządnego i nieszkodliwego niedźwiedzia. Pafnucy odgadł to, zanim zdążyły się odezwać.
