
Wtedy dziewczynki zanoszą się śmiechem. Ich zdaniem, muszę być szalona, skoro nadałam Gusowi honorowy tytuł Piątki. Gdyby ktokolwiek mnie przy tym podsłuchał, nigdy by się nie zgłosił po poradę do doktor Bedford.
Ale zgłaszają się, Nick, a ja ich leczę. I jednocześnie leczę siebie.
Posłuchaj, Nick. Uważaj teraz pilnie, bo opowiem ci coś z pogranicza magii. Jest coś takiego, uwierz mi.
Pewnego wieczoru po męczącym dniu w gabinecie dzielna wiejska lekarka postanowiła przekąsić coś w drodze do domu. Miałam ochotę na drobny występek. I uznałam, że hamburger z frytkami doskonale zakończy mój dzień.
Bodajże chwilę po ósmej weszłam do barku „Hamburgery Harry`ego”. W pierwszej chwili go nie zauważyłam. Siedział przy oknie i pałaszował cos z nosem w książce.
W połowie hamburgera zauważyłam, że to Picasso, mój malarz.
Nie miałam z nim prawie kontaktu, odkąd zostawił mi wtedy śliczne polne kwiaty. Czasem, wychodząc do pracy, słyszałam, jak stuka na dachu albo zastawałam go przy malowaniu domu, ale najczęściej zamienialiśmy tylko kilka słów.
Wstałam, żeby zapłacić. Mogłam wyjść bez słowa, bo siedział odwrócony do mnie plecami, ale nie chciałam wypaść nieładnie, jakbym się wywyższała.
Stanęłam więc przy jego stoliku i zapytałam, co słychać. Mój widok go zaskoczył. Spytał, czy nie napiłabym się z nim kawy.
Wymówiłam się słabo, tłumacząc, że musze wracać do domu do Gusa, ale Matt już uprzątnął dla mnie miejsce, no więc się przysiadłam. Nie zwróciłam wcześniej uwagi, że ma taki miły głos. Oczy też mi się spodobały.
– Co czytasz? – spytałam, nieco speszona, może nawet wystraszona, żeby rozmowa nie utknęła w martwym punkcie.
– Dwie rzeczy. Melville`a. – Podniósł „Moby Dicka”. – A druga to „Łowienie pstrągów w Ameryce”. Żeby mieć coś w rezerwie, jeżeli gruba ryba zawiedzie.
