Chciała zastanowić się nad tym, co też mogło rozdzielić ją z Mattem, ale myślała tylko o wspólnie spędzonych, w przeważającej mierze pięknych, chwilach.

Z zadrą w sercu musiała przyznać, że zawsze mogła z nim porozmawiać na każdy ważny dla niej temat. Tak samo jak rozmawiała z koleżankami. Zatem co się stało? Za wszelką cenę chciała się dowiedzieć.

Był taki troskliwy, przynajmniej do tej pory. Jej urodziny wypadały w czerwcu, toteż przez cały, jak powiadał, urodzinowy miesiąc przysyłał jej dzień w dzień po jednej róży. Zawsze zdawał się dostrzegać jej nastroje – dobre, złe, a czasem okropne – i nową bluzkę czy sweterek. Łączyły ich wspólne gusty, przynajmniej tak twierdził. „Ally McBeal”, „Praktyka”, „Wyznania gejszy”. Kolacja, potem drinki w barze. Jeden za tych, co na lądzie, drugi za tych, co na morzu. Zagraniczne filmy w kinie Lincoln Plaza. Stylizowane czarno-białe fotografie, płótna olejne, które wyszukiwali razem na pchlich targach.

W niedzielę chodził z nią do kościoła, gdzie prowadziła lekcje religii dla przedszkolaków. Oboje uwielbiali niedzielne popołudnia u niej – Katie czytała „Timesa”, od deski do deski, a Matt pracował nad swoimi wierszami, które rozkładał jej na tapczanie, na podłodze, a nawet na drewnianym kuchennym stole.

Przy nim czuła spokój, cudowny i błogi, jak jeszcze nigdy przy nikim.

Katie nie potrafiła znaleźć niczego, co by ceniła sobie ponad miłość do Matta.

Chciała spędzać z nim cały czas. Może to zbyt staromodne, ale prawdziwe.

Kiedy wyjeżdżał na wyspę Martha`s Vineyard, na której mieszkał i pracował, co wieczór rozmawiali godzinami przez telefon albo przysyłali sobie zabawne listy elektroniczne. Nazywali to romansem międzymiastowym. Zawsze jednak powstrzymywał Katie przed odwiedzeniem go na Vineyard. Może powinna w tym upatrywać przestrogi.

I tak jedenaście wspaniałych miesięcy minęło jak z bicza trzasnął. Katie lada dzień spodziewała się oświadczyn. W duchu miała taką pewność. Uprzedziła już nawet mamę. Tym bardziej więc czuła się teraz upokorzona, że tak ją zawiodła intuicja. Nie mogła sobie darować, iż się tak srodze pomyliła.



3 из 84