
– Omal mnie nie przyprawiłeś o kolejny zawał – wysapała, uważając to za niezły dowcip.
Michael wcale się nie roześmiał. Poklepał krzesło obok.
Po czym z dobrze mi znanym spokojem oznajmił, że odchodzi. Wymienił trzy powody: po pierwsze, bo nie może ze mną rozmawiać tak jak z kolegami, po drugie, ponieważ nie sądzi, bym po zawale mogła mieć dziecko, a po trzecie, w kimś się już zakochał.
Wybiegłam z kuchni, potem z domu. Tego ranka rozrywał mnie ból gorszy od zawału. Nic mi się nie układało, wszystko szło absolutnie fatalnie.
Uwielbiałam swoja pracę, ale wykonywałam ją w zbiurokratyzowanym wielkomiejskim szpitalu, co mi zupełnie nie odpowiadało.
Harowałam tak ciężko, bo nie postawiłam właściwie na nic innego. Zarabiałam sto dwadzieścia tysięcy dolarów rocznie, ale wyrzucałam je na kolacje w restauracjach, sobotnio-niedzielne wypady za miasto, niepotrzebne ciuchy.
Przez całe życie marzyłam o dzieciach, aż tu nagle ocknęłam się bez partnera życiowego, bez dziecka, bez planu.
I wiesz, co zrobiłam, malutki?
Skorzystałam z lekcji o pięciu piłkach.
Rzuciłam pracę w szpitalu w Massachussetts. Wyjechałam z Bostonu. Zerwałam z morderczym trybem życia. Przeprowadziłam się tam, gdzie zawsze czułam się szczęśliwa. Przyjechałam tu dosłownie po to, żeby podleczyć serce.
Kręciłam się dotąd w kółko jak chomik biegający po obręczy w klatce. Naciągnęłam życie do granic wytrzymałości, coś musiało puścić. Niestety, pierwsze nie wytrzymało serce.
Dokonałam ogromnej zmiany. Postanowiłam zmienić wszystko.
Przyjechałam na wyspę Martha`s Vineyard niczym zagubiona turystka, targając za sobą bagaż przeszłości, bo nie miałam jeszcze pomysłu, co z nim zrobić. Przez pierwsze miesiące napełniałam spiżarnię zdrową żywnością, wyrzucałam pisma, które przywiozłam ze sobą, aklimatyzowałam się w nowej pracy.
