
Od piątego do siedemnastego roku życia wszystkie wakacje spędzałam z dziadkami na Martha`s Vineyard. Uwielbiałam tam wracać. Teraz często pod wieczór chodziłam z Gusem na plażę, żeby poganiał za piłką do zachodu słońca.
Ubiegałam się o etat internisty, który przenosi się do Illinois. Zupełnie jakbyśmy się zamieniali na role. On jechał do Chicago, a ja zrywałam z miejskim życiem. Dostałam gabinet sąsiadujący z czterema innym w białym drewnianym domu w Vineyard Haven. Dom liczył sobie ponad sto lat. Na frontowym ganku stały cztery antyczne fotele na biegunach.
Określenie „lekarz wiejski” brzmiało w moich uszach cudownie, jak dzwonek na przerwę w starej wiejskiej szkole. Wywiesiłam zatem stosowną tabliczkę: SUZANNE BEDFORD – LEKARZ WIEJSKI.
W drugim miesiącu mojego pobytu na Matha`s Vineyard zjawili się pacjenci. Emily Howe, lat siedemdziesiąt, szacowna członkini Cór Rewolucji Amerykańskiej, kobieta z charakterem, przeciwna wszystkiemu, co się zdarzyło po roku 1900. Diagnoza: bronchit. Rokowania: dobre.
Dorris Lathem, dziewięćdziesiąt trzy lata, dama, która przeżyła trzech mężów, jedenaście psów i pożar domu. Końskie zdrowie. Diagnoza: staruszka. Rokowania: będzie żyła wiecznie.
To było coś dla mnie. Poczułam się jak w środku bajki oddalonej o milion mil od mojego życia w Bostonie.
Nareszcie znalazłam swój dom.
Oczywiście nie miałam pojęcia, że tu spotkam miłość swego życia. Gdybym wiedziała, natychmiast, bez wahania, rzuciłabym się w ramiona tatusia.
Kiedy przyjechałam na Martha`s Vineyard, dręczyły mnie same wątpliwości. Nie mogłam podjąć decyzji, gdzie zamieszkać. Jeździłam po wyspie w nadziei, że gdzieś usłyszę wskazówkę: „tu jest dom dla ciebie”, „rozgość się tutaj”, „już nie szukaj”.
Północną część wyspy zawsze noszę w sercu, bo spędziłam tam wiele cudownych wakacji. Rozpościerała się jak książka dla dzieci z obrazkami, przedstawiająca farmy i płoty, polne drogi i skały. Południowa część wyspy stanowiła labirynt ścieżek, klombów, latarni i przystani. Wreszcie moje serce podbił domek rybacki z przełomu wieku. Do dziś go uwielbiam. Poczułam się w nim jak u siebie.
