
Condwiramurs, jeżeli w ogóle zastanawiała się nad odpowiedzią, to tylko dlatego, by nie wyjść na zbyt zadufaną. Szybko doszła jednak do wniosku, że wobec Nimue fałszywa nawet w małym stopniu skromność i tak będzie zbyt raziła fałszem.
— Jestem najlepszą śniączką w akademii — odparła chłodno, rzeczowo i bez chełpliwości. - A na trzecim roku miałam drugą lokatę wśród onejromantek.
— Mogłam wziąść tę, która miała lokatę pierwszą. - Nimue była faktycznie szczera aż do bólu. - Nawiasem mówiąc, proponowano mi właśnie ową prymuskę, z pewnym naciskiem zresztą, bo to podobno ważna córeczka kogoś ważnego. A jeżeli chodzi o śnienie, o onejroskopię, to wszakże wiesz, droga Condwiramurs, że jest to dar dość kapryśny. Fiasko może spotkać nawet najlepszą śniączkę.
Condwiramurs przetrzymała za zębami ripostę, że jej fiaska można policzyć na palcach jednej ręki. W końcu rozmawiała z mistrzynią. Znaj proporcją, mocium panie, jak mawiał jeden z profesorów akademii, erudyta.
Nimue lekkim skinieniem głowy pochwaliła jej milczenie.
— Zasięgnęłam języka w uczelni — powiedziała po chwili. - Stąd wiem, że nie musisz wspomagać śnienia środkami odurzającymi. Cieszy mnie to, albowiem narkotyków nie toleruję.
— Śnię bez żadnych prochów — potwierdziła z lekką dumą Condwiramurs. - Do onejroskopii wystarczy mi, jeśli mam zahaczkę.
— Słucham?
— No, zahaczkę — adeptka kaszlnęła. - Znaczy się przedmiot jakoś związany z tym, o czym mam śnić. Rzecz jakąś albo obraz…
— Obraz?
— Aha. Nieźle śnię na obraz.
— O — uśmiechnęła się Nimue. - O, skoro obraz pomoże, to nie będzie kłopotów. Jeśli uporałaś się już ze śniadaniem, to chodźmy, najlepsza śniączko i druga wśród onejromantek. Dobrze będzie, jeśli bez zwłoki wyjaśnię ci pozostałe powody, dla których to właśnie ciebie wybrałam na asystentkę.
