
— Wieża — mówiła wolno Nimue, obserwując każdy jej ruch i każdy nieomal niesiony do ust kęs — ma sześć kondygnacji, z czego jedną pod ziemią. Twoja kwatera mieści się na drugiej nadziemnej, są tam wszystkie potrzebne do życia wygody. Parter, jak widzisz, jest częścią gospodarczą, mieszczą się tu też komnaty mieszkalne służby. Podziemne, jak również piętro pierwsze i trzecie, to laboratorium, biblioteka i galeria. Do wszystkich wymienionych pięter i znajdujących się na nich pomieszczeń masz wstęp i dostęp nieograniczony, możesz korzystać z nich i z wszystkiego, co zawierają, kiedy zapragniesz i w jaki sposób zechcesz.
— Zrozumiałam. Dziękuję.
— Dwie najwyższe kondygnacje mieszczą moje komnaty prywatne i moją prywatną pracownię. Są to pomieszczenia prywatne absolutnie. Żeby uniknąć nieporozumień: jestem niebywale czuła na te sprawy.
— Uszanuję to.
Nimue odwróciła głowę ku oknu, przez które widać było burkliwego Pana Wioślarza, który uporał się już z bagażem Condwiramurs, a teraz ładował na łódź wędziska, motowidła, kancerki, podrywki i inne parafernalia rybackiego przemysłu.
— Jestem trochę staromodna — ciągnęła. - Ale z pewnych rzeczy przywykłam korzystać na prawach wyłączności. Szczoteczka do zębów, dajmy na to. Prywatne komnaty, biblioteka, toaleta. I Król Rybak. Nie próbuj proszę, korzystać z Króla Rybaka.
Condwiramurs omal nie zakrztusiła się mlekiem. Twarz Nimue niczego nie wyrażała.
— A jeśli… — podjęła, zanim dziewczyna odzyskała mowę. - Jeśli on spróbuje skorzystać z ciebie, odmów.
Condwiramurs, przełknąwszy wreszcie, prędko pokiwała głową, powstrzymując się od jakiegokolwiek komentarza. Choć miała na końcu języka, że nie gustuje w rybakach, zwłaszcza grubiańskich. I mających łeb oszemłany siwizną bielutką jak twarożek.
— Taak — powiedziała przeciągle Nimue. - Introdukcję miałybyśmy więc za sobą. Pora przejść do spraw konkretnych. Nie ciekawi cię, co sprawiło, że spośród wszystkich kandydatek wybrałam właśnie ciebie?
