Właśnie tak kończy się ta legenda. Właśnie tak.

Nimue czytała w jej myślach.

— To nie jest takie pewne, Condwiramurs. To wcale nie jest takie pewne.

*****

— Legendę — zaczęła Nimue — poznałam z ust wędrownego bajarza. Jestem dzieckiem wiejskim, czwartą córką wsiowego stelmacha. Chwile, gdy gościł w naszej wsi bajarz Pogwizd, dziad wagabunda, były najpiękniejszymi chwilami mojego dzieciństwa. Można było odetchnąć od harówki, oczyma duszy zobaczyć te bajeczne dziwy, zobaczyć ten świat daleki… Świat piękny i cudowny… Dalszy i cudowniejszy nawet niż jarmark w miasteczku oddalonym o dziewięć mil…

— Miałam wtedy jakieś sześć, siedem lat. Moja najstarsza siostra miała czternaście. I już była krzywa od garbienia się nad robotą. Babska dola! Do tego przygotowywano u nas dziewczynki od małości! Garbić się! Wiecznie się garbić, garbić i giąć nad robotą, nad dzieckiem, pod ciężarem brzucha, który chłop ci przyprawiał, ledwoś zdążyła wydobrzeć po połogu.

— To te dziadowskie opowieści sprawiły, że zaczęłam pragnąć czegoś więcej niż garb i harówka, marzyć o czymś więcej niż urodzaj, mąż, dzieci. Pierwsza książka, którą kupiłam za utarg ze sprzedaży własnoręcznie zebranych w lesie jeżyn, to była legenda o Ciri. Wersja, jak to ładnie nazwałaś, uprzyzwoicona, dla dzieci, bryk ad ursum delphini. Była to wersja w sam raz dla mnie. Czytałam słabo. Ale już wtedy wiedziałam czego chcę. Chciałam być jak Filippa Eilhart, jak Sheala de Tancarville, jak Assire var Anahid…

Obie patrzyły na gwasz przedstawiający pogrążoną w subtelnym chiaroscuro salę zamkową, stół i siedzące za tym stołem kobiety. Legendarne kobiety.

— W akademii — podjęła Nimue — do której dostałam się zresztą dopiero za drugim podejściem, zajmowałam się mitem tylko w aspekcie Wielkiej Loży na zajęciach z historii magii. Na czytanie dla przyjemności początkowo zwyczajnie nie miałam czasu, musiałam wkuwać, by… By dotrzymać kroku córeczkom hrabiów, bankierów, którym wszystko przychodziło łatwo, które naśmiewały się z dziewuszki ze wsi…



18 из 489