
Zamilkła, z trzaskiem wyłamała palce.
— Wreszcie — podjęła — czas na czytanie znalazłam, ale wówczas stwierdziłam, że perypetie Geralta i Ciri zajmują mnie znacznie mniej niż w dzieciństwie. Zachodził podobny syndrom, co u ciebie. Jak ty to nazwałaś? Obowiązek małżeński? Tak było do momentu….
Zamilkła, potarła twarz. Condwiramurs z zdumieniem zauważyła, że ręka Pani Jeziora drży.
— Miałam chyba osiemnaście lat, gdy… Gdy coś się wydarzyło. Coś, co sprawiło, że legenda Ciri odżyła we mnie. Że zaczęłam się nią zajmować poważnie i naukowo. Że poświęciłam jej życie.
Adeptka milczała, choć w środku aż wrzała z ciekawości.
— Nie udawaj, że nie wiesz — powiedziała cierpko Nimue. - Wszystkim przecież wiadomo, że Pani Jeziora opanowana jest chorobliwą wręcz obsesją na tle legendy o Ciri. Wszyscy plotkują o tym, jak to niegroźny z początku bzik przerodził się w coś w rodzaju narkotycznego uzależnienia, czy wręcz manii. W tych plotkach jest sporo prawdy, droga moja Condwiramurs, sporo prawdy! A ty, skoro ciebie wybrałam na asystentkę, też w manię i uzależnienie popadniesz. Będę bowiem tego wymagała. Przynajmniej na czas praktyki. Rozumiesz?
Adeptka potwierdziła skinieniem głowy.
— Zda ci się, że rozumiesz. - Nimue opanowała się i ochłodła. - Ale ja ci to wyjaśnię. Stopniowo. A gdy nadejdzie czas, wyjaśnię ci wszystko. Na razie…
Urwała, spojrzała w okno, na jezioro, na czarną kreskę łodzi Króla Rybaka, wyraźnie odcinającą się od złoto rozmigotanej powierzchni wód.
— Na razie odpocznij. Obejrzyj galerię. W szafach i gablotach znajdziesz albumy i kartony grafik, wszystkie tematycznie związane z podaniem. W bibliotece są wszystkie wersje i trawestacje legendy, także większość opracowań naukowych. Poświęć im trochę czasu. Pooglądaj, poczytaj, koncentruj się. Chcę, byś miała materiał do snu. Zahaczkę, jak to nazwałaś.
