Nic bardziej mylącego. Byłem zziajany i spocony, wykrzykiwałem pytania, po czym pędziłem dalej, nawet nie czekając na odpowiedź. Twarz Agii unosiła się przede mną jak senne widziadło szerokie, płaskie policzki, łagodnie zaokrąglony podbródek, lekko piegowata, opalona skora i skośne, roześmiane oczy o kpiącym spojrzeniu. Nie miałem pojęcia, po co się tu zjawiła. Wiedziałem tylko tyle, ze jest, i ze jej widok obudził we mnie bolesne wspomnienie jej krzyku.

— Widzieliście kobietę, tego wzrostu, z kasztanowymi włosami? — powtarzałem w kółko niczym ów człowiek na Polu Śmierci, który wykrzykiwał „Cadroe z Siedemnastu Kamieni", aż wreszcie jego słowa stały się równie pozbawione znaczenia jak śpiew cykad.

— Tak. One wszystkie wyglądają tak samo.

— Nie wiesz jak się nazywa?

— Kobietę? Oczywiście, że mogę sprowadzić ci kobietę.

— Gdzie ją zgubiłeś?

— Nie obawiaj się, na pewno ją znajdziesz. Festyn nie jest tak duży, żeby ktokolwiek mógł się na dobre zgubić. Nie umówiliście się na spotkanie w jakimś miejscu? Proszę, napij się trochę herbaty. Wyglądasz na bardzo zmęczonego.

Zacząłem grzebać w kieszeni w poszukiwaniu pieniędzy.

— Nie musisz płacić, i tak mam duży ruch. No, chyba że koniecznie chcesz. Tylko jedno aes. Proszę.

Stara kobieta wrzuciła moją monetę do kieszeni fartucha — sądząc po odgłosie, musiała mieć tam mnóstwo identycznych — po czym nalała wrzącą herbatę do wypalonego kubka z gliny i podała mi go wraz z rurką z jakiegoś srebrnego metalu. Odsunąłem rurkę na bok.

— Jest czysta. Myję ją po każdym kliencie.

— Nie jestem przyzwyczajony.

— W takim razie uważaj, bo kubek Jest bardzo gorący. Szukałeś przy sądzie? Jest tam mnóstwo ludzi.

— Tam, gdzie trzymają bydło? Tak.

Herbata przypominała smakiem herba mate, miała silny aromat i była odrobinę cierpka.



17 из 288