
– Spał… – Słowa przyjaciółki zaniepokoiły Virginie. – Ale, o co chodzi? – czuła bicie serca. Wieczorem nie widział się z Patrickiem…
– Policja znalazła w Firwood twojego przystojnego sąsiada – uśmiechnęła się znacząco. – Półżywego przewieziono do szpitala. Musisz coś wiedzieć. Windergraffów masz przez płot…
– Rodzice z nimi się nieprzyjaźnią – Virginia przekonywała przyjaciółkę, ukrywając zdenerwowanie. – Oni mieszkają tu od niedawna. Starsi ich znają, ale tylko tyle…- skłamała.
Virgi śniła o jasnobrązowych oczach sąsiada, ale nikomu nie pisnęła słowa…A gdy pewnego sierpniowego popołudnia wyszła z psem i spotkała Patricka, była w siódmym niebie. Doszli do rzeki. Spacer się nie udał, bo Oscar cały czas cały czas szczekał na chłopaka. Następnym razem labrador był grzeczniejszy…
Na przystanku dosiadło się kilkoro uczniów i Sally Marshall wymieniła z nimi najświeższe plotki, zostawiając w spokoju Virginie. W szkole huczało jak w ulu. Każdy, komu natura dała wyobraźnie, popisywał się własna wersja wydarzeń. Ktoś słyszał wycie wilka, ktoś na farmie Smithów widział krowę pokąsana przez dzikie zwierze…
– Krew nie była, Patricka! – piskliwy głos Jane Littlebell, której matka, pielęgniarka w szpitalu, widziała poranionego siedemnastolatka, przerwał opowieści innych. Jane wzięła głęboki oddech. – Badają czy mogłaby być…Ciekawe? Był cały we krwi…
,, Wstrętna Littlebell – pomyślała Virginia, próbując przekręcić klucz w zamku. Drzwi były otwarte. Przestraszyła się o tej porze rzadko ktoś przebywał w domu… – Może…?’’ – odgoniła złą myśl, Woodstone miało opinie spokojnego miasteczka…Delikatnie nacisnęła klamkę, uchyliła drzwi i zamarła. Matka stała na piętrze wpatrzona w otwór w suficie, przez który wchodziło się na strych.
– Złaz! – uderzała w podłogę kijem od szczotki. – Złaz do cholery! Ze strychu, oprócz przesuwanych przedmiotów było słychać przeklinającego jak szewc ojca. Judy Horn uśmiechnęła się do córki.
